Wywiad z Jongdzinem Tenzinem Namdakiem Rinpocze

Jak wygląda sukcesja w twojej linii Rinpocze?
W bon nie ma czegoś takiego, jak sukcesja według inkarnacji, nie posiadamy systemu tulku. Pozycje lopona albo kenpo [opata] nadawane są jedynie na podstawie wykształcenia. Tradycyjnie istnieje również "głowa" linii. Obecna, trzydziesta trzecia, przebywa w Dolanji [jest nią Lungtog Tenpi Nima Rinpocze]. Głowa linii jest wybierana przez głosowanie.
Czy istnieją jakieś różnice w treningu i studiach na wychodźstwie, jakie są tam
zalety, ewentualnie wady?
Przed rokiem 1959 byliśmy wolni i każdy mógł studiować, ile chciał i gdzie tylko chciał. Jeżeli chodzi o tok studiów, nie uważam, żeby istniały jakieś różnice pomiędzy tym w Menri, w Tybecie, a tym na uchodźstwie. Byłem loponem w obu klasztorach. W Tybecie studiowaliśmy dialektykę, tak jest również na uchodźstwie. To samo dotyczy dziesięciu nauk (tzw. pięciu mniejszych i pięciu większych) oraz studiowania filozofii. Na tych płaszczyznach nauka pozostała taka sama.
Jednak sposób, w jaki odbywają się studia, różni się nieco pod względem zasad monastycznych.
W moim klasztorze po pewnej godzinie nie pozwala się kobietom wchodzić do klasztoru, jak również nie są one dopuszczane do studiów. W Tybecie mnisi pierwotnie gotowali sami dla siebie, a jedynie przy specjalnych okazjach jedzenie było rozdawane z centralnej kuchni. Obecnie posiłki wydaje klasztor i nie ma miejsca na gotowanie w kwaterach. Kenpo (zarządca) i ja, musimy planować i dokonywać zamówień na pożywienie inapoje. Organizuje się to w skoordynowany sposób. We wcześniejszych latach klasztor posiadał infrastrukturę, która wspierała funkcjonowanie tej instytucji. Obecnie kwestia pieniędzy stała się bardzo ważna i trudna, więc uważam, że była to jedna z większych zmian. Konieczność jednoczesnego zapewnienia studiów,pożywienia, jak i schronienia, to połączenie, z którym trudno mi było sobie poradzić. W Tybecie ludzie żyjący wokół klasztorów wspierali je - każda rodzina wspierała swego krewnego żyjącego w klasztorze, a tam mnisi musieli już więc dbać o siebie sami. Jeżeli zaistniała taka możliwość, wtedy jedzono razem, natomiast dary były składane albo dla wspólnoty, albo na konstrukcję budynku. W naszym klasztorze w Tybecie nie było nikogo, kto byłby odpowiedzialny za organizowanie dochodu - na tym polega zmiana.
Jakie jest znaczenie świeckich praktykujących dla tradycji?
W naszym uniwersytecie filozoficznych studiów w klasztorze, świeccy praktykujący nie są uwzględniani. Jednak oczywiście każdy może studiować doktryny i medytację: nie ma znaczenia czy są to mężczyźni czy kobiety, mniszki czy mnisi, odkąd każdemu zezwala się praktykować. Wśród świeckich praktykujących jest kilku bardzo urzeczywistnionych. Wśród wyświęconej społeczności, niektórzy są dość urzeczywistnieni, niektórzy postępują źle.
Czy niektórzy są dzierżawcami linii?
Tak, istnieją dwa rodzaje dzierżawców linii - wielu jest świeckimi praktykującymi, ale więcej jest wyświęconych. Świeccy praktykujący są uważani za bardzo ważnych. To wszystko zależy od wiedzy: jeżeli świecki praktykujący posiada wiele doświadczenia i pozytywne właściwości, wtedy jest to bardzo dobre. Jest to zdecydowanie o wiele lepsze, niż ktoś wyświęcony, kto nie posiada cnotliwych właściwości.
Jakie znaczenie ma Kalaczakra i Szambhala w tradycji Rinpocze?
W bon system Kalaczakry jest inny i nie posiada szczególnego znaczenia. Kalaczakra jako praktyka, nie jest ważniejsza od innych. W buddyjskich tantrach Kalaczakra jest wyższą joga tantrą, podczas gdy w naszym systemie tantry znajduje się pośród krijatantr (tantr działania). Natomiast Szambhala jest ważna: Olmo Lungring i Szambhala są synonimami. Olmo Lungring jest miejscem, w którym narodził się Pan Tonpa Szenrab, i dlatego jest ono uważane za bardzo ważne.
Czy Rinpocze ma jakąś szczególną radę dla ludzi Zachodu?
Nie ma niczego szczególnego, co mógłbym im powiedzieć. Przede wszystkim powinni wykonywać dobre działania. Wszyscy jesteśmy ludźmi i kiedy nasza siła życiowa się skończy, będziemy musieli umrzeć. Ponieważ każdy z nas się rodzi, każdy też będzie musiał umrzeć. Bardzo ważne jest zrozumienie, że gromadzenie karmy niewątpliwie będzie przynosiło rezultaty, dlatego istotne jest odróżnianie dobrych, cnotliwych działań od działań negatywnych. To właśnie musimy bardzo dokładnie zbadać.
Natomiast jeśli chodzi o radę dla ludzi Zachodu, to jest oczywiste, że sam rozwój technologiczny przynosi jedynie ograniczone korzyści. W Azji, jak i w Tybecie, można znaleźć wiele miejsc, gdzie nie ma nawet samochodu, a na przykład w Ameryce nie ma miasta, w którym nie byłoby wielu samochodów, prawie każda osoba ma własny samochód, a wielu ludzi zmienia swój pojazd co roku. W azjatyckich wioskach ludzie napełniają swoje brzuchy, przesiadują razem w kręgu i często się śmieją - nie oceniają swego życia pod względem posiadania dóbr materialnych, są więc całkiem szczęśliwi. Na Zachodzie zaś jest wielu nieszczęśliwych i cierpiących od stresu ludzi, wielu jest głęboko smutnych, wielu jest w nieustannym stanie współzawodnictwa - "ta osoba ma coś, czego ja nie mam, chcę tego też" - i to wpływa na ich poczucie nieszczęścia. To wcale nie jest dobre. Jeśli miałbym przekazać jakąś szczególną radę dla ludzi Zachodu, dotyczyłaby właśnie tej ich postawy.
Czy sekciarstwo to problem szczególnie charakterystyczny dla Zachodu?
Nie, nie o to chodzi. Oczywiście w Europie było wiele zmagań pomiędzy katolikami, anglikanami, protestantami, a wszystkie one odbywały się pomiędzy ludźmi tej samej [chrześcijańskiej] wiary. Tybetańczycy także mają podobne problemy: w gelugpie jest problem Szugdena, również w kadziu mają pewne kłopoty. To są problemy wewnętrzne - nie są wywołane przez jakiś czynnik zewnętrzny, a jedynie motywowane przez polityczne programy. Ich przyczynami są splamione emocje (klesie). Głównym źródłem jest współzawodnictwo, lecz jako całość, przyczynami są pewne przeszkadzające emocje, a jakie - będzie to zależało od osoby dotkniętej tymi namiętnościami. Z kolei przyczyną powstania tych kleś jest ignorancja. Nie sądzę, żeby ludzie Zachodu stwarzali przeszkadzające emocje w jakiś szczególny sposób. Można je znaleźć u każdego człowieka.
Czy posiadacie strażników?
Mamy wielu strażników, ale nie posiadamy żadnych mediów wchodzących w trans i łączących się z nimi. W dawnych czasach istniała w bon tradycja, związana z duchami wchodzącymi w osobę medium. Takie media były również wykorzystywane jako wróżbici, ale ta tradycja została przez bon porzucona. Tybetańscy buddyści przejęli tą technikę czy ideę, bez przejmowania duchów i bóstw z panteonu bon. Do dzisiaj pewni bonpo wykorzystują w ten sposób duchy, lecz my uważamy to za złe postępowanie. Wcześniej istniały duchy, które były pożyteczne, ale było również dużo duchów szkodliwych. Trudno jest to zbadać i stworzyć wyraźne rozgraniczenie. Poza tym pojawiło się wielu oszustów, którzy udawali, że są prawdziwymi mediami, i w ten sposób tradycja medium zanikła. Nie można nikomu rozkazać: "musisz przestać", jednak można powiedzieć: "nie powinno się tego robić". Jeśli nie kultywuje się wiary w tych (ziemskich) strażników, wtedy nie powstają problemy.
Jak prowadzić życie duchowe we współczesnym, światowym życiu? Jak połączyć życie duchowe z rodziną?
W dużym stopniu zależy to od danej osoby. Nie ma większego znaczenia, czy ktoś ma żonę, dzieci, rodzinę i tak dalej. Dopóki ta osoba ma dobre serce, ma współczucie, przyjęła schronienie i pobudza bodhiczittę - jest to znakomite. Myślenie o rodzinie jako o przeszkodzie nie jest właściwe. Nie rozpatruję życia rodzinnego jako czegoś dobrego lub złego. Tylko konkretna osoba może to rozstrzygnąć na podstawie swej natury lub charakteru. Jeśli ktoś naprawdę angażuje się w praktykę duchową, wtedy jest to bardzo dobre, i nie zależy to również od tradycji, za którą ta osoba podąża.
Wywiad zaczerpnięty ze strony internetowej Kalachakra for World Peace (www.kalachakra-graz.at).
Więcej informacji na temat Jongdzina Rinpocze http://dzogczen.budda.pl/
Tłumaczenie: Jakub Szukalski (Jungdrung Dondrub)
Korekta: Iwana Zagroba