O Doskonałości i Wielkiej Doskonałości

Gesze Tenzin Wangyal Rinpocze
Wykład wygłoszony podczas sesji naukowej "Buddyzm. Chrześcijaństwo, Uniwersalizm", która odbyła się 20. Sierpnia podczas III Europejskiego Kongresu Dialog i Uniwersalizm zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski
Jestem szczęśliwy, że mogę poświęcić więcej czasu tej tematyce i skupić się nieco na szczegółach. Zaproszenie na to spotkanie otrzymałem dość późno stąd nie miałem wystarczająco dużo czasu aby przygotować referat na papierze lecz jestem wystarczająco gotowy aby mówić o Wielkiej Doskonałości. W ostatnim czasie miałem okazję zapoznać się z książką prof. Tatarkiewicza "O Doskonałości". Porównanie z tradycją tybetańską nazywana Wielką Doskonałością nasunęło mi kilka uwag, którymi chciałbym się tutaj podzielić. Tatarkiewicz pisze, że najstarsza definicję doskonałości zawdzięczamy Arystotelesowi, który wyróżnił jej trzy aspekty. Po pierwsze to jest doskonałe co jest skończone, pełne. Po drugie jest tak dobre, że już nic nie może być lepsze. I wreszcie po trzecie to jest doskonałością co spełniło swój cel.
Dla praktykującego, lamy tybetańskiego patrzącego z punktu widzenia dzogczen, słowa te są całkowicie zrozumiałe. W rzeczywistości słowo dzogczen w dosłownym tłumaczeniu oznacza Wielka Doskonałość lub inaczej Wielkie Spełnienie. Chciałbym się skupić przez chwile na filozoficznych aspektach Wielkiej Doskonałości. Pojecie doskonałości w sensie spełnienia jest ważne zarówno z punktu widzenia buddyzmu jak i w ujęciu Tatarkiewicza. Oczywiście, kiedy on pisze o doskonałości to w dużej mierze koncentruje się na historii filozofii starożytnej, nauce i sztuce. Jednak na koniec w formie konkluzji prof. Tatarkiewicz pisze słowa:
"choć pojecie doskonałości jest złożone samo w sobie, to jednak mnogość pytań, które powstają przy okazji rozpatrywania tego zagadnienia można zredukować do trzech pryncypialnych kwestii stawianych powszechnie: czy doskonałość jest poznawalna? Po drugie: Czy jest osiągalna? I po trzecie: Czy jest konieczna?"
Z punktu widzenia tybetańskiego lamy odpowiedź na powyższe pytania jest możliwa. Tak, jest poznawalna, osiągalna i konieczna.
Chciałbym podkreślić różnice pomiędzy pojęciem doskonałości z punktu Tatarkiwicza i z punktu widzenia Wielkiej Doskonałości (dzogczen) - jednocześnie pamiętajmy, że te różnice nie wykluczają istnienia pewnych podobieństw. Gdy w buddyzmie mówi się o Wielkiej Doskonałości to powodem dla której nazywa się ja "wielką" jest to, że jest ona poza dualnością. Natomiast wszystkie pojęcia doskonałości w nauce, filozofii, sztuce i religii oparte są na porównawczym dualizmie, na poziomie względnego zrozumienia. W dzogczen doskonałość pojmuje się w sensie niekonceptualnym. Wracając do trzech pytań wspomnianych wcześniej. Czy doskonałość jest poznawalna? Z punktu widzenia dzogczen może być poznawalna ale jedynie na drodze doświadczenia wolnego od konceptualizacji. Czy jest osiągalna? Tak kiedy przestajemy szukać skutków tej doskonałości. Czy jest konieczna? Oczywiście; dopóki nie poznamy Wielkiej Doskonałości będziemy błąkać się w niekończącym się cyklu kolejnych narodzin - samsarze (termin sanskrycki oznaczający koło cyklicznych egzystencji powodowanych ignorancją, chciwością i gniewem; nasionami bólu i cierpienia - przypis edytorski). Wielka Doskonałość odnosi się tutaj do esencji każdego bytu. Czym w takim razie jest Wielka Doskonałość? Jest ona istotą rzeczy każdej jednostki. Z filozoficznego punktu widzenia mówi się o trzech aspektach: Matce, Synu i Energii, która jest współczuciem lub inaczej o: istocie, naturze i energii. Znaczy to, że doskonałość jest w każdej czującej istocie i jako Byt (stan przyp. tłum.) jest doskonała w momencie rozpoznania przez jednostkę, pomimo tego, iż tego Bytu poszukujemy na zewnątrz w imię religii czy filozofii.
Ten Byt nie stwarza problemów. Nikt nie ma kłopotów z Istotą Rzeczy, Esencją. To przejawienia stwarzają problemy. W formach jest problem. Wystarczy, kiedy ktoś wspomni o miłości czy współczuciu, to od razu pojawiają się pytania. Czyje to jest współczucie? Do kogo? itd. Miłości i współczucia jesteśmy zdolni doświadczać i nie są one przypisane jakiejś jednej religii. Lecz możemy temu doświadczeniu nadawać różne nazwy. I tak naprawdę problem nie leży w samych nazwach. Ludzie, którzy To nazywają stwarzają sobie problemy walcząc na przestrzeni dziejów o "prawdę". Idee podkreślające różnice spowodowały już wystarczająco dużo problemów i cierpienia. To dlatego dialog i uniwersalizm jest tak ważny, dialog który podkreśla samo sedno, ostateczną jedność. A ponieważ istnieją różnice to możliwy jest dialog.
Tak wiec możemy rozmawiać o tych różnicach, wyszczególnić je w atmosferze otwartości, szacunku i obopólnych korzyści. Alternatywą jest brak dialogu czyli stagnacja idei bez możliwości rozwoju.
Jednak dialog może odbywać się jedynie na poziomie idei - przejawień, na poziomie form czyli dualności. Dialog w samej rzeczy jest niemożliwy na poziomie istoty, Esencji czy Bytu. Jest to najprawdopodobniej najlepsze pojęcie uniwersalizmu.
Mam nadzieję, że pośród różnych duchownych i myślicieli istnieje zrozumienie dla wartości owej Esencji a nie wyłącznie jej przejawień, form. Dla mnie, lamy patrzącego z punktu widzenia tybetańskiego buddyzmu takim modelem wspólnej płaszczyzny, jest Wielka Doskonałość - stan ponad dualnością, zasada praktyki dzogczen. Wielka Doskonałość jest ponad religią, ponad filozofią, ponad pojęciami. Nie potrzebuje nazw. Można nazywać ją dowolnie jeśli tylko jest to pomocne. Lepiej tego nie robić jeśli przeszkadza a tak się składa, że kiedy próbujemy coś nazywać to po czasie zaczyna to stwarzać problemy.
Na koniec chciałbym wyjaśnić, że to co tutaj mówię nie jest wiedzą czysto pojęciową, to wszystko ma swoje zastosowanie. Według naszej tradycji wiedza ta opiera się na przekazie, medytacji prowadzącej do konkretnego doświadczenia. Mam nadzieję, że w przyszłości każdy będzie miał sposobność doświadczyć i rozpoznać Wielką Doskonałość - stan ponad dualnością. Być może w przyszłości stanie się on najważniejszą ideą uniwersalizmu.
Dziękuję bardzo za uwagę