Życie w Triten Norbutse

ŻYCIE W TRITEN NORBUTSE

5 grudnia 2003 przyleciałem do Katmandu z zamiarem zostania mnichem bonpo. Pomysł ten był uzgodniony już wcześniej z Jongzinem Tenzinem Namdagiem Rinpocze. Tak oto w tej chwili siedzę w klasztorze Triten Norbutse jako mnich nowicjusz, Szerab Puntsog, i jak na razie jestem w trakcie reperacji swojego języka tybetańskiego. W obecnej pracy zdam sprawozdanie z tego jak wygląda życie w klasztorze. Miałem zamiar napisać na ten temat możliwie jak najwięcej, ponieważ jak dotąd mało było konkretnych informacji o tym jak wygląda tutejsza rzeczywistość. Rzucę światło na rzeczy ciekawe i mniej ciekawe, tak aby każdy mógł wyrobić sobie przynajmniej ogólne pojęcie na ten temat.

tritennorbutse1.jpg

Wiadomości ogólne

Lokalizacja klasztoru

Klasztor znajduje się w Katmandu - stolicy Nepalu. Jednak nie jest on ulokowany w samym centrum miasta, a w wiosce o nazwie Teenghare (?). W internecie można znaleźć krótki opis tego jak dotrzeć do klasztoru w języku angielskim. Oto jego tłumaczenie:
"W Katmandu udaj się na przystanek autobusowy na ulicy Ring (Ring Road) nieopodal Swayambhu (zaraz za wielką stupą). Idź ulicą Ring przez około 500 metrów na północny-wschód w kierunku Balaju {wym. Baladziu}. Klasztor jest wyraźnie widoczny z ulicy Ring. Goście są mile widziani."
Miałem to szczęście, że zanim wybrałem się w swoją podróż, mój przyjaciel Marek Górny wysłał maila do opata (który był wówczas w Niemczech) i fax do samego klasztoru, i powiadomił ich w ten sposób o moim przyjeździe, więc nie miałem problemu szukania klasztoru, ale przypuszczam, że ktoś kto korzystałby z powyższego opisu mógłby mieć wiele trudności z jego odnalezieniem. Dlatego teraz krótki komentarz do tego opisu.
Po pierwsze jeśli przyleci się do Katmandu samolotem (czyli właściwie jedynym logicznym sposobem), to trzeba wiedzieć, że lotnisko znajduje się nieco dalej od stupy Swayambhu. Na tyle daleko, że ludzie z klasztoru, którzy odebrali mnie z lotniska, przyjechali taksówką. Jeśli już trafi się w okolice Swayabhu, to dobrze.
"W Katmandu udaj się na przystanek autobusowy na ulicy Ring (Ring Road) nieopodal Swayambhu (zaraz za wielką stupą)."
Wątpię, żeby można było powiedzieć o tutejszych miejscach postoju autobusów, mini-busów, czy taksówek, jako o przystanku autobusowym. Przypuszczam, że większość ludzi miałoby kłopoty z rozpoznaniem tego przystanku o którym mowa. Podróżnikowi proponowałbym, gdy już dotarł do wzgórza na którym stoi słynna stupa, aby szedł uliczką wokół wzgórza aż dotrze do wielkiego pozłacanego posągu buddy Amitabhy (nie Padmasambhawy). Za posągiem znajduje się wejście do parku, schodki w górę itd. Przed posągiem natomiast widzimy wcześniej wspomniany "przystanek autobusowy". Jest tutaj duży ruch, ulica jest w miarę szeroka (w porównaniu do pobocznych uliczek), a naprzeciwko posągu znajduje się jakiś ośrodek policji, przed którym stoją policjanci (ci policjanci wyglądają jak żołnierze).
"Idź ulicą Ring przez około 500 metrów na północny-wschód w kierunku Balaju {wym. Baladziu}."
Odwracamy się plecami do posągu i mamy przed sobą ulicę Ring (?). Następnie skręcamy w prawo i idziemy prosto ulicą przez jakieś 500 metrów.
"Skręć w lewo przy małej wiosce zwanej Baraing oraz idź drogą polną poprzez pola ryżowe do pomalowanego na czerwono klasztoru, znajdującego się na stoku góry, trochę niżej niż stupa Swayambhu (nie jest to klasztor na szczycie góry)."
Nie jestem pewien jak się nazywa wioska przy której powinno się skręcić w lewo, ale możliwe, że Baraing. Nie próbowałem pytać. W każdym razie powinniśmy iść ulicą Ring tak długo aż miniemy po prawej stronie ulicy coś w rodzaju tartaku sosnowego (?) (jest tam wyraźnie widoczny duży napis PINE...). Następnie, za "tartakiem", powinniśmy skręcić w lewo w małą, nie asfaltowaną uliczkę. Jeśli nadal nie jesteśmy pewni czy jest to właściwa uliczka, to powinniśmy zaraz na jej początku wypatrywać po prawej stronie kawiarenki internetowej. Następnie idziemy tą uliczką, ale nie zniechęcajmy się tym, że nie ma tu żadnych pól ryżowych, a jedynie budynki i sklepy oraz kupa kurzu. Pola ryżowe pojawiają się później, chociaż przypuszczam, że dla większości nie będą się one kojarzyły z tymi polami jakie widział kiedyś w telewizji w filmach Olivera Stone'a o Wietnamie itp. (może nie o tej porze). Idziemy cały czas prosto przed siebie tą jedną główną uliczką, nie skręcamy na żadne boki (chociaż ścieżka wije się). Gdy tak idziemy, droga w pewnym momencie zaczyna się piąć bardziej ku górze. Oznacza to, że jesteśmy już bardzo blisko. Jeśli wcześniej nie zauważyliśmy czerwonego klasztoru na stoku góry, to teraz wystarczy abyśmy idąc spoglądali w prawą stronę aż zauważymy bramę z mantrą napisaną w języku tybetańskim (Om matri muje sale du) i napisem "Triten Norbutse Bonpo Monastery" (po angielsku). Tu już jesteśmy w domu. Teraz tylko do góry po schodkach i wejść przez furtkę (po stronie lewej). Odradzam wchodzenie na teren klasztoru w godzinach nocnych, ponieważ zazwyczaj spuszczają wtedy dość groźnego psa, który jest w stanie ugryźć każdego prócz mnichów.
Patrząc z klasztoru na stupę Swayambhu, ma się wrażenie, że to ona, a nie klasztor, znajduje się nieco niżej. Tego (klasztoru?) co jest na szczycie góry, z dołu raczej nie widać. Z Triten Norbutse można zobaczyć również wierzchołki Himalajów, a nawet Mont Everest. Często jednak wszystko to jest spowite chmurami.
"Klasztor jest wyraźnie widoczny z ulicy Ring."
Prawdopodobnie tak. Ale dla kogoś kto jest pierwszy raz w Katmandu i nie wie gdzie znajduje się klasztor, na pewno nie będzie on widoczny z ulicy Ring.

Pogoda

Jest tutaj dość ciepło. Gdy przyjechałem ok. godziny 1:00 w nocy (5 grudnia), było tutaj 11 stopni Celsjusza. W dzień jest słońce i o tej porze nie padają deszcze. Na początku grudnia za dnia pogoda była tutaj jeszcze letnia. Pod koniec grudnia trochę się ochłodziło i była to tutaj najniższa temperatura. Taki stan utrzymywał się gdzieś do połowy stycznia, mimo wszystko jednak nadal świeciło słońce i było dość ciepło. Teraz w lutym zaczyna się tu robić "lato" i można się nawet opalić. Latem są tutaj podobno nieznośne upały. Krótko mówiąc, w zimie nie pada śnieg i jest na tyle ciepło, że zazwyczaj pod koniec grudnia przyjeżdżają do klasztoru studenci medycyny bonpo z wyższych partii gór, gdzie o tej porze robi się bardzo zimno.

Jedzenie

Jakość klasztornego jedzenia jest moim zdaniem bardzo dobra. Również smakowi potraw nie można niczego zarzucić. W tutejszym jadłospisie można zaobserwować następujące potrawy:
- tsampa (mąka jęczmienna) ze słoną herbatą maślaną >śniadanie<,
- precelki robione na oleju (bardzo wytrzymałe jeśli chodzi o termin przydatności) >śniadanie<,
- placki (dość suche, przypominające w smaku raczej rodzaj chleba; przy szczególnych okazjach podawane razem z dżemem) >śniadanie<,
- ryż z sosem dal >obiad<,
- zupa z ziemniakami i warzywami (ale Tybetańczycy nie nazywają tego zupą; tutaj mamy zawsze dwa warianty do wyboru - jeden mięsny, a drugi wegetariański; wegetariańskich potraw jest zawsze mniej ilościowo, bo większość mnichów woli mięso; są one jednak znacznie lepsze w smaku) >obiad<,
- bułeczki (jako dodatek do zupy z ziemniakami) >obiad<,
- zupa z makaronem (często dość grubym), warzywami i mięsem (lub wariant wegetariański tylko z warzywami) >kolacja<,
- kleik ryżowy >kolacja<,
(Wszystkie te potrawy są podawane osobno. Na przykład jeśli podano tsampę na śniadanie, to nie mogą się równocześnie pojawić na tym śniadaniu precelki; jeśli mamy na śniadanie precelki, to nie mogą być do nich dodane placki; jeśli na obiad mamy ryż z sosem, to nie może pojawić się zupa z ziemniakami itd. Jedynie bułeczki występują jako dodatek do zupy z ziemniakami)
Jeśli chodzi o napoje, mamy tutaj trzy warianty:
- słona herbata maślana (śniadanie)
- słodka herbata maślana (Tybetańczycy jej nie lubią) - pora na herbatę o godz. 15:00,
- gorąca lub zimna woda (wedle wyboru; chociaż zazwyczaj bywa tylko gorąca) - obiad, pora na herbatę o godz. 15:00).
Śniadanie jest o godzinie 7:00, obiad o 12:00, a kolacja o 18:30. Pomiędzy jest czas na picie słodkiej herbaty (czasami zdarza się, że słonej) o godzinie 15:00 (jeśli zostało dużo jedzenia z obiadu, to o 15.00 jest również repeta z obiadu). Do każdego z posiłków oprócz kolacji są podawane napoje (zgodnie z listą napoi powyżej), a do obiadu zawsze można się poczęstować papryczkami czili w sosie ostrym. Przy różnych szczególnych okazjach są podawane potrawy odświętne, chociażby takie jak pierożki z mięsem (momo).
Według mojej opinii wszystkie tutejsze potrawy, włącznie ze słoną herbatą maślaną, są bardzo smaczne. Jedyne problemy żołądkowe jakie miałem były spowodowane nepalskim jogurtem. Jedzenie klasztorne jest całkiem zdrowe dla brzucha.

Warunki higieniczne

Myślę, że warunki higieniczne to jedyny tutejszy dylemat. Mam tutaj na myśli głównie łazienki i ubikacje. Oprócz tego jest w miarę czysto. W klasztorze nie ma na przykład gorącej wody do kąpieli. W porach przed posiłkami płynie woda ciepła (podgrzewana przez piec z kuchni), ale nie można jej nazwać gorącą. Jest tutaj kilka pryszniców, ale woda jest w nich taka jak wszędzie. W porze letniej kąpiel w nich może być dużą frajdą, ale zimą raczej nie będzie to należeć do przyjemności. No ale jest się mnichem.
Bardzo niepraktyczne są tutejsze ustępy. Wszystkie one są skonstruowane jako pewnego rodzaju otwory w posadzce z odpływem ściekowym. Czyli nie można sobie usiąść, a trzeba kucnąć. To jednak nie jest całkiem złe. Minus tego jest taki, że w czasie gdy oddaje się mocz lub spuszcza wodę często wypryskuje się to na zewnątrz i później brud, który był na butach roznosi się po całej toalecie. Po krótkim czasie taka toaleta wygląda bardzo nieprzyjemnie (za przeproszeniem, tak jakby cała była pełna g....). Na szczęście mnisi czasami robią porządne czyszczenie ubikacji... Jednak czystość nie zachowuje się na długo. Poza tym nie każdy tutaj spuszcza po sobie wodę, przez co ustępy są często zapchane kałem i nieprzyjemnymi płynami, co też nie wydaje się zbyt miłe dla oka i nosa.

Zaopatrzenie

W klasztorze znajduje się sklepik z niezbędnymi rzeczami do życia. Jeśli to komuś nie wystarcza, można się również wybrać do miasta - do Swayambhu lub do Tamelu albo do Boda (Boudhanath). Można tam kupić wszystko. Mnisi również mogą sobie pozwolić na zakupy, ale to zależy od stanu ich kieszeni. Tak czy inaczej każdy mnich posiada przy sobie przynajmniej trochę pieniędzy, ponieważ od czasu do czasu są rozdawane datki dla wszystkich mnichów.

tritennorbutse2.jpg

Wyposażenie klasztoru i opis terenu należącego do klasztoru

Klasztor jest zbudowany na zboczu wzgórza i posiada szeroki widok na miasto. Czasami widać stąd również Mont Everest i Himalaje, ale zazwyczaj góry te są przesłonięte chmurami. Stupę Swayambhu widać zawsze (chyba że jest silna mgła). Pod klasztorem znajduje się kilka wiejskich "restauracji", w których można zjeść tanie i dobre posiłki. W okolicy znajduje się również wiele klasztorów buddyjskich.
Głównym budynkiem na terenie klasztoru jest tzw. sala zgromadzeń, w której mnisi spotykają się głównie na posiłki i modlitwy. Raz w tygodniu odbywają się w niej również debaty, które trwają od godziny 17.00 do 1.00 w nocy. Tutaj również są odprawiane całodniowe pudże z różnych okazji. Tym co przykuwa uwagę już przy samym wejściu jest wielki, majestatyczny posąg Tonpy Szenraba na końcu sali po środku. Po bokach znajdują się mniejsze rzeźby Drenpy Namki (wielkiego starożytnego mędrca, tutaj w formie jidama) i Szeraba Dzialtsena (słynnego organizatora klasztornego systemu bonpo, żyjącego w XIV/XV w). Na lewo od tych rzeźb znajdują się duże freski Tritsuga Dzialły (czyli Szenraba jako mnicha) i Szeraba Dzialtsena. Po bokach drzwi wejściowych, wewnątrz, mamy również freski Sipy Dzialmo i Midu Dziampy Trago - ważnych strażników w tradycji bon. A nad samymi drzwiami...zegar, którego wskazówki obracają się w lewo. W przedsionku możemy podziwiać freski Królów Strażników Czterech Kierunków Świata, "koła egzystencji" oraz Olmo Lungring, góry Jungdrung Gutseg, góry Rirab i krain niebiańskich. Poza tym wewnątrz jeszcze, przy tronie Opata Menri i tronie Jongzina znajdują się dwie pozłacane statuetki Tritsuga Dzialły o prawie identycznym wyglądzie. Oprócz tego nad salą wisi dużo różnych tanek (tybetańskich malowideł), a na suficie znajdują się freski mandal tantrycznych bóstw. Mnisi zasiadają przed nisko położonymi stolikami w rzędach, zgodnie z hierarchią - im bardziej w głąb sali, tym starsi stopniem mnisi. Po lewej stronie drzwi, na nieco wyższym tronie, siedzi dyscyplinariusz, czyli geko. Lamowie, poza pudżami i nocnymi debatami, nie pojawiają się w sali zgromadzeń. Po obu bokach sali jako przybudówka znajduje się świątynia strażników i mała biblioteka. Zaraz obok świątyni strażników jest też cela do odosobnień w ciemności.
Na zewnątrz zaraz przy sali zgromadzeń znajduje się wielki taras. Jest to plac, na którym mnisi ze szkoły dialektycznej spędzają większą część swojego dnia urządzając debaty. Mnisi ze szkoły medytacyjnej praktykują w małej salce osobno. Posiłki również jadają u siebie. Obok sali medytacyjnej znajduje się mała świątynia z dużym młynem modlitewnym wewnątrz. Na terenie klasztoru jest jeszcze jedna, nieco większa świątynia, do której co sobotę przychodzą świeccy praktykujący, aby spędzić swój dzień na modlitwach i wspólnej herbacie. Poprzednio mieszkał tu podobno Jongzin Rinpocze. Miejsce to służyło również jako moje mieszkanie w ciągu pierwszego miesiąca pobytu. Ołtarzyk wygląda dość archaicznie. Za jego szklanymi drzwiczkami znajdują się ciekawe posążki Tonpy Szenraba i Drenpy Namki, jak również dwie fotografie lamów bonpo z Tybetu, zdjęcie z Lungtogiem Tenpą Nimą i rysunek kreskowy Tagli Mebara. Zimą przyjeżdżają tu studenci medycyny bon z wyższych partii gór w Nepalu. Tutaj żyją, tutaj sypiają i tutaj się uczą. Są to ludzie młodzi, w wieku 20-40 lat. Nie są mnichami i wyglądają dość współcześnie, ale ich tradycją jest bon. Ich usposobienie jest sympatyczne, są radośni i dość spokojni - no i na pewno nie tak hałaśliwi jak mnisi ze szkoły dialektycznej.
Opat i Jongzin mieszkają w jednym budynku. Znajduje się on na samej górze terenu przynależącego do klasztoru. Jeśli dotrze się do sali zgromadzeń, czyli głównej czerwonej budowli, trzeba skręcić w lewo od strony drzwi wejściowych i dalej piąć się do góry po schodkach. Dwupiętrowy żółty domek to rezydencja opata i Jongzina. Opat zajmuje parter, podczas gdy Rinpocze ma do dyspozycji pierwsze i drugie piętro. Opat, Tenpa Jungdrung Rinpocze, jest człowiekiem bardzo zagonionym i aktywnym, zawsze jednak znajduje czas na wizyty mnichów i gości. Zajmuje się również egzaminowaniem mnichów kiedy przechodzą oni do wyższej klasy. Mimo to nie zawsze łatwo jest go uchwycić.
Jongzin Rinpocze rano udziela nauk dla szkoły dialektycznej i szkoły medytacji - po godzinie nauk codziennie, oprócz ostatniego dnia tygodnia, który jest dniem wolnym, oraz świąt. Mnisi ze szkoły dialektycznej i szkoły medytacji słuchają nauk osobno. Spośród tych pierwszych nie wszyscy mogą uczestniczyć w naukach, jako że studenci sutry muszą w tym czasie ćwiczyć się w debatach. Na nauki dla szkoły dialektycznej udzielane przez Rinpocze przychodzą również ludzie świeccy. Nie ma też żadnych przeciwwskazań, aby słuchali ich ludzie z Zachodu (oczywiście jeśli nie znają języka tybetańskiego, ich pożytek z wykładu będzie mały). Nie ma tutaj ograniczeń. Nauki są udzielane w bibliotece, która znajduje się zaraz za rezydencją opata (idąc prosto chodniczkiem). W ciągu dnia, w chwilach wolnych, Rinpocze czyta teksty i poświęca się wyższym praktykom dzogczen. Od czasu do czasu spotyka się również z gośćmi, a także okolicznościowo praktykuje pudże z lamami i starszymi mnichami. Rinpocze jest pełen życia i werwy. Mimo podeszłego wieku, ciągle tryska energią i humorem. Tak jakby się w ogóle nie starzał. Błysk w jego oczach mówi wszystko.
Jeśli chodzi o bibliotekę, można w niej znaleźć książki o bardzo różnej tematyce, co ponownie świadczy o dużej otwartości bonpo. Obok klasycznych tekstów bonpo, głównie w postaci manuskryptów, znajdujemy tutaj kanon buddyjski w sanskrycie oraz teksty buddyjskie w języku tybetańskim opublikowane w Delhi. Znajdzie się również kilka książek dla mieszkańców Zachodu. Nawet jeśli ktoś nie zna angielskiego, może sobie poczytać chociażby książkę "Cuda naturalnego umysłu" w wydaniu polskim lub tłumaczenia Jacka Sieradzana "Nauki dzogczen bonpo" i "Krople serca dharmakai". Jakkolwiek z tych nie-tybetańskich książek przeważają tytuły anglojęzyczne. I tak znajdujemy tutaj różnej maści książki na temat bon i buddyzmu (wiele klasycznych dzisiaj pozycji), sztuki tybetańskiej, języka tybetańskiego, języka angielskiego, kilkutomowe encyklopedie (również w języku angielskim) i książki z bardzo różnych dziedzin, chociażby takich jak zioła, drzewa, ptaki, Indianie, malarstwo, czy historia polskiej kultury.
W tym samym budynku, nad biblioteką, znajduje się pracownia komputerowa i małe muzeum, w którym można pooglądać różne zdjęcia związane z tradycją bon, bezcenne iluminowane manuskrypty, czy też posążki. Ale jest to bardzo małe i przypuszczam, że nawet nazwa muzeum nie zupełnie tutaj pasuje. Gabaryty pracowni komputerowej są w sam raz. Komputeryzacja jest tutaj rozwinięta bardzo dobrze (jak na Tybetańczyków). W sali komputerowej znajdują się dwa komputery stacjonarne i dwa lub trzy laptopy. Do tego dochodzi drukarka, nagrywarki do CD i kserokopiarka. Jest też olbrzymi telewizor z płaskim ekranem, na którym można oglądać taśmy wideo (i prawdopodobnie DVD). Wszystkie te komputery służą spisywaniu klasycznych tekstów bonpo w formie elektronicznej, a także ich publikacji. Co roku ukazuje się również periodyk, w którym są zamieszczane różne ciekawe artykuły napisane przez lamów z klasztoru lub przez niektórych mnichów. Wszystko to powstaje również na komputerze. Spisywaniem wszystkiego zajmują się lamowie. Jeden starszy mnich wstukuje również duże ilości materiału w swoim domu (tutejsi mnisi nie używają sformułowania cela). Prędkość wystukiwania liter przez mnichów jest imponująca. Gdy tekst jest już wpisany na komputer, podlega on w następstwie wielu korektom, aby uniknąć błędów. W czasie robienia korekt lama siedzi przy komputerze, a siedzący obok niego mnich odczytuje teksty na głos. W ten sposób są robione poprawki. Spisano tutaj już mnóstwo ważnych i obszernych tekstów. Obecnie odbywają się prace nad Magicznym Skarbcem Nieba Drenpy Namki (Namka truldzo), podstawowym filozoficznym tekstem na temat poglądu dzogczen. Lamowie spędzają dużo czasu w pracowni.
Oprócz tego na terenie klasztoru jest wiele budynków służących za mieszkania dla mnichów. Są one w miarę przyjemne. Nie są to warunki zupełnie spartańskie.

tritennorbutse5.jpg

Szkoła dialektyczna

W obrębie klasztoru istnieją dwie różne organizacje. Jedną z nich jest szkoła dialektyczna, a drugą szkoła medytacji. Razem jest tutaj ponad 100 mnichów, z czego znaczną mniejszość (około dziesięciu) stanowią mnisi ze szkoły medytacji. Mnisi mieszkający w klasztorze pochodzą głównie z rejonów Dolpo i Mustang w Nepalu, jak również z Czungpo i Amdo w Tybecie. Już w ciągu pierwszych dni mojego pobytu, zauważyłem jak duża jest różnica pomiędzy dwoma szkołami - dialektyczną i medytacyjną. W szkole dialektycznej nie ma prawie w ogóle czasu na medytację, a przynajmniej mnichów wcale to nie interesuje. Uwielbiają oni debaty, a w chwilach wolnych studiują teksty, z których wiele muszą się uczyć na pamięć. Pod wieczór zazwyczaj dwóch specjalnie wyznaczonych mnichów idzie praktykować godzinną medytację w ciszy i praktykę ofiarowania ciała (czo). Co tydzień są oni zmieniani. Mówiąc krótko, są to raczej filozofowie aniżeli praktykujący. W szkole medytacji wygląda to inaczej, ale o tym później. W każdym razie, szkoła dialektyczna kojarzy mi się bardziej ze szkołą, aniżeli klasztorem.
Poniżej opiszę jak wygląda dzień mnicha ze szkoły dialektycznej w oparciu o plan dnia na zimę. Na początku przedstawimy sam plan zajęć.

Klasy: podstawowa {w logice}, nauki racjonalne, filozofia, objaśnienie pojazdów

8:00-11:00 debata
11:00-12:00 słuchanie nauk

Klasa: stopnie na ścieżce {bodhisattwy}

8:00-10:00 debata
10:00-11:00 siedzenie w domu {?}
11:00-12:00 słuchanie nauk

Klasa: doskonałość {pradżniaparamita} (1)

8:00-9:00 debata
9:00-11:00 uczenie się w domu
11:00-12:00 słuchanie nauk

Klasy: doskonałość {pradżniaparamita} (2), środkowa droga {madhjamaka}, skarbnica {abhidharma}, studia dyscypliny {winaja}, mantra (1), mantra (2), wielka doskonałość {dzogczen}

8:00-11:00 uczenie się w domu
11:00-12:00 słuchanie nauk

Wszystkie klasy razem

7:00-8:00 śniadanie i modlitwy
12:00-12:45 recytacja tsogu. Jedzenie obiadu, czytanie biografii. Ośmio-gałęziowa modlitwa
12:45-13:15 słuchanie ustnych instrukcji {dosł. słuchanie słowa i przykazań}
13:15-13:30 przerwa
13:30-15:00 trening nauczania i debatowania
15:00-15:30 recytacja głównych tekstów filozoficznych. Słodka herbata. Modlitwa o długie życie wszystkich. Modlitwa trzech ślubowań.
15:30-16:30 słuchanie nauk na temat tekstów dotyczących nauk tradycyjnych (tj. światowych)
16:30-17.00 studiowanie nauk tradycyjnych w domu
17:00-18:30 trening nauczania i debatowania. Modlitwa o rozprzestrzenianie się nauk
18:30-19:00 wieczorna recytacja: trzy modlitwy. Zupa. Zakończenie zgromadzenia

Dzień rozpoczyna się o godzinie 7.00 wraz z porannym śniadaniem. Na śniadaniu obowiązkowo muszą być obecni wszyscy mnisi. Na początku jest śpiewana krótka modlitwa do Szeraba Dzialtsena (De czen dzialpo...), później modlitwy schronienia, przebudzonego umysłu (bodhiczitty) i dłuższa modlitwa do Szeraba Dzialtsena. Następnie wykonywane są modlitwy, które wybiera szef chóru (umdze). Zazwyczaj są to inwokacje do strażników takich jak Midu, Sipe Dzialmo, Szeltrabczen, Abse itd., albo też "Dwanaście czynów Tonpy Szenraba". Po tych wszystkich modlitwach, gdy śniadanie zostało już rozdane i herbata rozlana, następuje konsumpcja. Po zakończeniu śniadania są śpiewane różne modlitwy dedykacji.
Następnie większość mnichów udaje się na trening debaty, który trwa od 8.00 do 11.00. O tych porach debatują tylko mnisi, którzy studiują sutrę. Pozostali zazwyczaj udają się na nauki Jongzina Rinpocze (o godzinie 8.00 lub 9.00) i studiują w domach (albo na dworze jeśli mają ochotę). Debaty są największą miłością mnichów uczęszczających do szkoły dialektycznej. Wkładają oni w to naprawdę dużo pasji i energii. Zwykle wygląda to w ten sposób, że jeden mnich siedzi na ziemi i się broni, a drugi stoi i atakuje. Ten, który stoi wykazuje zazwyczaj dużo wigoru - klaszcze dłońmi, skacze, głośno krzyczy, szarpie się z innymi mnichami itd. Często jeden lub dwóch mnichów jest przepytywanych przez większe grono. Tematy debat są różne, od najbardziej prostych, takich jak na przykład wymienienie pięciu podstawowych kolorów albo wyrecytowanie jakiejś modlitwy, po trudniejsze, zapuszczające się w filozoficzne dywagacje. Po tym wszystkim mnisi udają się do lamów po nauki. Lamów jest tutaj ośmiu i są to ludzie w wieku średnim (30-40 lat). Niektórzy z nich otrzymali swój stopień gesze w klasztorze Menri w Dolandzi w Indiach, a niektórzy tutaj na miejscu w Triten Norbutse. Każdy lama ma swoją grupkę uczniów i zazwyczaj udziela nauk u siebie w domu. Nauczaniem zajmują się również niektórzy starsi mnisi. Tematem nauk jest tutaj przeważnie filozofia i logika według systemu sutr. Dopiero starsi mnisi poświęcają się studiom tantry i dzogczen. Jednak w porównaniu do okresu jaki zabiera studiowanie sutr, tantrom i dzogczen jest poświęcane zdecydowanie zbyt mało uwagi (według mojej opinii). Podobno studiuje się tutaj (tzn. w szkole dialektycznej) również poezję, astrologię, tradycyjną medycynę, malowanie tanek oraz metrologię związaną z tworzeniem stup i mandal. Niestety sam nie mogę niczego o tym powiedzieć, ponieważ nie byłem zainteresowany w tym temacie.
Po słuchaniu nauk następuje pora obiadu. Tutaj atmosfera jest już nieco żywsza niż podczas śniadania, kiedy jeszcze nie wszyscy byli obudzeni. Teraz mnisi są nawet zbyt pobudzeni (chyba z powodu debat) i wykazują więcej żywiołowości. Zaczynają się rzucać jedzeniem (albo papierkami), szturchają się, rozmawiają. To wszystko dzieje się oczywiście w sali zgromadzeń podczas modlitw. Dla takich zachowań jest tutaj stanowisko dyscyplinariusza (tyb. geko). Jeśli zachowanie jakiegoś mnicha jest niewłaściwe, wtedy może mu się solidnie oberwać po uszach, a najczęściej różańcem po głowie (nie wiem jak bardzo to boli, ale świst sprawia, że sam dźwięk daje wyobrażenie o bólu). Przed obiadem są śpiewane te same modlitwy co rano (Szerab Dzialtsen, schronienie, przebudzony umysł, pochwała Szeraba Dzialtsena). Czasami są jeszcze rozdawane strony z jakiegoś tekstu dla każdego mnicha i każdy recytuje je osobiście, tzn. każdy mnich ma do przerecytowania inne strony z tego samego tekstu. Są to zazwyczaj sutry pradźniaparamity bonpo albo jakieś rytualne teksty. Następnie ma miejsce konsumpcja obiadu, podczas której jeden z mnichów czyta na głos biografię Szenraba lub jakiegoś innego mistrza (chociażby Szeraba Dzialtsena). Po obiedzie jest śpiewana modlitwa ośmio-gałęziowa. Często też na zakończenie jeden ze starszych mnichów czyta bardzo szybko sutry pradźniaparamity, a inni mnisi wówczas siedzą i odpoczywają (niektórzy studiują swoje teksty). Celem tego czytania jest pożytek ze słuchania choć trzeba zaznaczyć, że nie można nic zrozumieć z tekstu, gdyż jest on odczytywany bardzo szybko.
Nie mogę powiedzieć co dzieje się później, bo sam nie uczestniczę we wszystkich zajęciach, przejdę więc do "pory na herbatę". Tutaj znowu mamy różne modlitwy. No i mnisi nadal wykazują dużo wigoru, a geko ich uspokaja. Następnie mnisi słuchają nauk tradycyjnych, takich jak gramatyka itp. Później jest kolejny trening debatowania, w którym uczestniczą już wszyscy. Na jego zakończenie, kiedy jest już ciemno i przychodzi pora kolacji, mnisi stają w kręgu i ze złożonymi rękami śpiewają modlitwę o rozprzestrzenianie nauk. Widok ten z pewnością pozostaje długo w pamięci dla obserwatorów odwiedzających klasztor.
Przed kolacją są śpiewane tak zwane Trzy Modlitwy, związane z Namparem Dzialłą, który jest formą Szenraba. Na ich zakończenie jest mantra stusylabowa i modlitwa dedykacji (Go sum dagpe...). Następnie konsumpcja i wszyscy rozchodzą się do swoich domków. Co tydzień są też wyznaczani mnisi, którzy muszą codziennie o godzinie 19.30 udawać się na sesję medytacji. Sesja ta odbywa się na budowie znajdującej się na terenie klasztoru i rozpoczyna się godzinną kontemplacją w ciszy, a kończy praktyką ofiarowania ciała (tzw. odcinanie, czie). Czasami, chociaż rzadko, w medytacji uczestniczą również inni mnisi (nie tylko ci wyznaczeni). Na ogół jednak mnisi ze szkoły dialektycznej nie przepadają za medytacją i kochają się w debatach i studiowaniu tekstów.
Raz w tygodniu jest odprawiana debata nocna, która trwa gdzieś do godziny 1:00 i odbywa się wewnątrz klasztoru. Po niej następuje dzień wolny, podczas którego tylko śniadanie jest jedzone w klasztorze, a pozostałe posiłki są spożywane na zewnątrz. Nie ma więc też modlitw (z wyjątkiem pory śniadaniowej) i mnisi udają się wówczas na zakupy do miasta, piorą swoje ubrania, oddają się odpoczynkowi i zajmują się różnymi innymi rzeczami. Oprócz tego pod koniec każdego miesiąca odbywają się całodniowe pudże i wówczas również jest dzień wolny, ale ponieważ pudże trwają cały dzień, od ok. 5:30 do 17:30 z małymi przerwami (najdłuższa przerwa 12:30-14:00), to i tak nie ma zbyt wiele wolnego czasu. Życie mnicha jest bardzo aktywne i nie ma w nim zbyt wiele czasu na jakieś poboczne aktywności.

Szkoła medytacji

Na temat szkoły medytacji nie mogę powiedzieć zbyt wiele, gdyż moje życie kręci się bardziej wokół szkoły dialektycznej. Dlatego poniżej ograniczę się tylko do pokazania planu. Mnisi ze szkoły medytacji praktykują w małej sali medytacyjnej i spędzają tam niemal cały dzień. Tam jedzą i praktykują, a wychodzą na zewnątrz tylko w czasie przerw. Są oni objęci dość ostrym treningiem i podobnie jak mnisi ze szkoły dialektycznej nie mają wiele czasu na poboczne aktywności. Lepiej też do nich nie zagadywać, bo możliwe, że akurat wykonują praktyki, które wymagają milczenia, chociażby takie jak tumo i można im w nich przeszkodzić. Obiektem tutejszych studiów i praktyk są nauki dzogczen z cyklów Atri, Dragpa Korsum i Szangszung Niendziu oraz Tantra Matki. Mnisi ze szkoły medytacji również uczęszczają na nauki Jongzina Tenzina Namdaga, ale odbywają się one osobno, bez udziału szkoły dialektycznej.
Oto plan dnia:

Godzina Wykonywane praktyki
4:30-6:00 poranna sesja: praktyka schronienia, bodhiczitty i medytacji
6:00-6:30 recytacja krótkiego ofiarowania dymu {sang czo niung du re sung dziu, bsang mchod nyung 'dus re gsung rgyu}
6:30-8:00 recytacja tsogu oraz picie porannej herbaty
8:00-9:00 pora słuchania, rozmyślania i praktykowania wyjaśnień nauk
9:00-10:00 praktyki gromadzenia, takie jak pokłony, ofiarowanie mandali, współczucie
10:00-11:30 sesja medytacji
11:30-12:00 ofiarowanie wody wraz z dziewięcioczęściową praktyką bon (czu tor cza gu bon czo cze, chu gtor cha dgu bon spyod bcas)
12:00-12:45 popołudniowe czytanie biografii
12:45-13:15 słuchanie ustnych instrukcji {dosł. słuchanie słowa i przykazań}
13:15-16:30 kontynuowanie praktyki gromadzenia
16:30-18:00 sesja medytacji
18:00-18:30 ofiarowanie całopalne i inne modlitwy {sur czo monlam sog, gsur mchod smon lam sogs}
18:30-19:00 kolacja. Trzy modlitwy
19:00-20:30 wieczorna sesja powszechnie wykonywanej medytacji
20:30-21:00 ofiarowanie ciała oraz modlitwa dedykacji
21:00-22:00 praktyka recytacji
22:00 praktyka pilności w przejrzystym świetle snu i w bardo

Końcowe refleksje

Ostatnio uczestniczyłem tutaj w jednym z ważniejszych świąt bonpo, a mianowicie w Urodzinach Tonpy Szenraba, które przypadły w tym roku na dzień 6 lutego. Rano odbyła się ceremonia, w której mnisi byli ubrani w żółte szaty i biało-niebieskie czapki bonpo oraz grali na różnych klasztornych instrumentach (talerze, bębny, konchy, rogi tybetańskie itd.). Następnie wewnątrz głównej sali były śpiewane modlitwy i miał miejsce poczęstunek, w czym uczestniczyli zarówno mnisi, jak i wielu przybyłych świeckich praktykujących (w tym trzy lub cztery osoby z Zachodu). W tym samym czasie Jongzin Tenzin Namdag przyznał oficjalnie i publicznie tytuły naldziorpy i gesze dwóm mnichom - jednemu ze szkoły dialektycznej, a drugiemu ze szkoły medytacji. Wieczorem odbyła się uroczystość, podczas której na ścianach klasztoru zabłysły wielobarwne elektryczne lampki, a wokół samego klasztoru rozpalono setki świeczek i lampek maślanych. Wewnątrz grano na instrumentach, po czym mnisi wyszli na zewnątrz, okrążyli klasztor i docierając na dach zaczęli śpiewać różne modlitwy. Równocześnie wielu świeckich praktykujących wykonywało okrążanie klasztoru i zapalało lampki maślane, recytując mantrę OM MA TRI MU JE SA LE DU. Był to piękny wieczór, a jego atmosfera była tak ciepła, że kojarzyła mi się bardzo z naszymi świętami wigilijnymi (wynagrodziło mi to ich brak).
Życie w klasztorze płynie bardzo żywo. Mnisi cały czas są zajęci swoimi studiami - jedni czytają teksty i debatują, inni medytują. Wszyscy są ludźmi bardzo naturalnymi, szczerymi i żywiołowymi. Zwłaszcza mnisi ze szkoły dialektycznej nie różnią się zbytnio od zwykłych, przeciętnych ludzi. Ich pragnienia i charaktery są bardzo ludzkie. Czuć jednak, że w przyszłości będą to ludzie wielcy, i że klasztor Triten Norbutse ma swój sens. Tutaj te młodziany bez celu mogą zrobić w swoim życiu coś naprawdę ważnego. Ze zwyczajnych zjadaczy chleba mogą stać się cennymi nauczycielami duchowymi. I chociaż zanim dojdą do duchowych szczytów minie wiele lat, warto aby takie coś trwało. Tylko dzięki temu ta bogata tradycja może przetrwać.

Szerab Puntsog
Triten Norbutse, Katmandu, Nepal

Layout Copyright © 2006 Finnish Teleservice Center Ltd Oy - Site Powered by Midgard CMS