Podróż do Liszu

 

 

 

 

Instytut Lishu – indyjska wyprawa 2008



John Massie, Santiago Villavences oraz ja z końcem stycznia 2008 mieliśmy przywilej otrzymania propozycji wyjazdu do Indii w celu przyspieszenia powstawania Instytutu Lishu. Tenzin Wangyal Rinpocze marzył o czymś takim jak Instytut Lishu już od dłuższego czasu. Kiedy twój Nauczyciel prosi cię o zrobienie czegoś co dopomogło by w spełnieniu jego marzenia, to jest to tak, jakby się stało przed czystym płótnem z malarskim pędzlem w ręku i świadomością tego, że On ci ufa zarówno co do doboru kolorów, jak i zdecydowanych pociągnięć pędzla. Taka świadomość jest całkiem zabawna, chociaż on czasami nie zgadza się w sprawie użytego przez ciebie koloru. Ale nawet po tym jak krzykniesz – o jejku !!!, nawet po czymś takim, nadal to może być zabawne. Bywa, że zmieniasz nieśmiało kolory, bywa też, że przekonujesz go by je polubił.



Instytut Lishu zostal stworzony przez Rinpocze po to, by dopomóc w zachowaniu starożytnej duchowej tradycji i kultury Bon. Zadanie stojące przed tym Instytuttem nie różni się zbyt wiele od zachowania pozostałości śladów DNA mówiących coś o ludziach i ich kulturze. Z drugiej strony, nie jest to jakiś nudny i obrosły kurzem projekt badawczy, który po jego zakończeniu przepadnie gdzieś w jakimś archiwum. Marzeniem Rinpocze jest by Instytut Lishu przyczynił się do rozwoju nieskończonych wewnętrznych możliwości kierujących nasze życie ku poświęceniu i kreatywności, które to cechy pomogą zachować naturalny sposób funkcjonowania naszej planety. Poprzez fakt, ze ludzie z Zachodu będą mogli oddać się krótszym lub dłuższym studiom w Indiach oraz medytacyjnej praktyce, istnieje nadzieja, że absolwenci Lishu dopomogą w zachowaniu prastarej tradycji na drodze zastosowania we współczesnym społeczeństwie tego, czego się w Instytucie nauczyli. Tylko bowiem wtedy, Bon, ten nieporównywalny z niczym system poszukiwań, może zostać w pełni okazany.



John Massie otrzymał za zadanie rozwinięcie edukacyjnego kompleksu Lishu: gompy, sal lekcyjnych, bursy, budynków administracyjnych i pomieszczeń dla lamów. Santiago Villaveces uhonorowany został zadaniem dopomożenia Rinpocze w przygotowaniu planu nauczania, w którym mają się znaleźć: Dziewieć Ścieżek Bonu, Magyud i Zhang Zhung Nyan Gyud. Moim natomiast zadaniem jest wykreowanie systemu administracyjnego, którego celem będzie wspieranie Nauczyciela, jego nauk i uczniów.



Cała nasza trójka rozpoczęła podróż od Delhi. Po krótkim tam pobycie, udaliśmy się do Czandigaru, dużego, starannie zaplanowanego i nowoczesnego miasta. Tam spotkaliśmy się z gesze Thuptenem Gyaltsenem Negi, któremu Rinpocze zlecił wykonywanie funkcji sekretarza Instytutu Lishu. Gesze-la pochodzi z Kinnaur w Indiach i zdobył swój tytuł w Menri w roku 2004. Samo Menri gdzie żyje Jego Świątobliwość Lungtok Tenpa Nyima, 33-ci Menri Trizin i dzierżawca wszystkich nauk Bonu, znajduje się w Dolanji w stanie Himachal Pradesh. Gesze-la by dostać się do Menri musiał bardzo się starać. Jego ojciec nie widział go w roli mnicha, ale on bardzo pożądał wiedzy. Uciekł więc do Dolanji jako uczeń VI klasy i tam rozmawiał z Jego Świątobliwością, który polecił mu wrócić do szkoły. Po skończeniu szkoły, przyjechał znowu do Dolanji z prośbą do Jego Światobliwości o przyjęcie do Szkoły Dialektycznej. A ten powiedział – nie. Wkrótce później, gesze-la wraz ze swoim ojcem pojechali do Varanasi gdzie otrzymali od Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy inicjację Kalaczakry.



Koniec końców jednak, w 1991 roku, gesze-la zdołał dostać się do Szkoly Dialektycznej. Było mu tam bardzo trudno. Nie jest bowiem Tybetańczykiem i tym samym nie mówił, nie czytał i nie pisał po tybetańsku. Niemniej starał się mocno i w końcu odniósł sukces. Kiedy studiował, prowadził też pracę socjalną w Dolanji, Solan i w Kinnaur. Przez pięć lat będąc studentem, pracował w dziecięcym Ośrodku Zdrowia. Inspirowała go książka Davida Wernera Where There is No Doctor (Tam gdzie nie ma lekarza-przyp.tłum.). Zebrał dzieci z całych Indii i tłumaczył ich tybetański na Hindi. To pozwalało im uzyskać pomoc lekarską. W tym co robił był tak dobry i tak się zaangażował, ze któregoś dnia Jego Świątobliwość zapytał go – więc co? Chcesz zostać gesze, czy nie? Wtedy przerwał swą pracę na rzecz dzieci i w końcu uzyskał ten upragniony tytuł. Jego osoba jest dla Lishu nie do przecenienia. Jest on bowiem Hindusem i przez tak wiele lat pracował zapewniając sobie reputację czlowieka znanego z prostoty, szczerości, szczodrości i współczucia. Ma on wiele kontaktów. I fakt ten, nam ludziom z Zachodu, ułatwiał załatwienie wielu spraw w Indiach.



W Czandigarze zakupiliśmy samochód. I tym właśnie pierwszym, należącym do Lishu pojazdem, dotarlismy do Dolanji. Znajduje się ono na północ od Delhi i Czandigaru i położone jest już w górach. Ostatnia zima była w Indiach najchłodniejsza od 30 lat. Zatrzymaliśmy się w nieogrzewanym i pozbawionym wody murowanym domu gościnnym w Menri. Były za to lodowe sople. Pierwszego dnia pobytu powitaliśmy z kathakami Jego Świątobliwość, a Santiago pracował z Ponlopem Trinleyem Nyimą nad programem nauczania w Lishu. Zwiedziliśmy też nową bibliotekę zadedykowaną przez Jego Światobliwość Dalajlamie, podczas wiosennej wizyty tego ostatniego. Odwiedziliśmy też wyremontowany dom, który należał do Lopona Sangye Tenzina, Nauczyciela zarówno Lopona Tenzina Namdaka, jak i Tenzina Wangyala Rinpocze. By wyremontować ten budynek, należało go wcześniej zburzyć i postawić nową cementową konstrukcję. Zachowano jednak przy tym oryginalne ziemne ściany, drewniane belki, pojemniki na książki oraz tron. Wszystko to zostało też odrestaurowane. Rdza pokrywająca metalowe pojemniki z książkami zniknęła, a teksty oczyszczono i na powrót umieszczono na półkach. Na ołtarzu ponownie zapłonęła lampka maślana.



Wkrótce potem odjechaliśmy do położonych wyżej Dharamsali i Mc Leod Ganj. Około godz. 17 dotarliśmy tam szarym popołudniem. Leżał snieg, nie było ogrzewania, ciepłej wody oraz prądu. Nie miałam ani zimowej kurtki, ani odpowiednich butów. Kiedy więc wyszliśmy wszyscy razem na zewnątrz, musiałam na te buty, które miałam założyć foliowe worki.



Mc Leod Ganj to miejsce, w którym żyje Jego Świątobliwość XIV Dalajlama. Gesze-la całymi miesiącami starał się byśmy zostali przyjęci przez Dalajlamę na audiencji i otrzymali listy poparcia dla Lishu. Mieliśmy też spotkanie z gesze Monlamem Tharchenem, członkiem Tybetańskiego Parlamentu na Wygnaniu. Zwiedziliśmy biura parlamentarne i bibliotekę przechowującą starożytne teksty wielu linii nauk. Geshe Monlam też pomagał byśmy mogli otrzymać wspomniane listy poparcia i porozmawiać z Dalajlamą. Niestety, wymagające współczującej energii obowiązki Jego Świątobliwości nie pozwoliły mu na spotkanie z nami. Otrzymaliśmy w zamian listy poparcia dla Instytutu Lishu, w których podkreśla się heroiczne wysiłki naszych Mistrzów w celu podtrzymania tradycji oraz zachowania spójności tybetańskiej społeczności na wygnaniu. Listy te pochodziły z Biura XIV Dalajlamy oraz z Departamentu Religii i Kultury Centralnej Administracji Tybetańskiej.



W Mc Leod zatrzymaliśmy się przez kilka dni. Czas ten pozwolil Santiago na liczne spotkania z uczonymi gesze w celu dopracowywania szczegółów programu nauczania w Lishu. By znaleźć inspirację dla wyglądu budynków oraz otoczenia Lishu, zwiedziliśmy replikę Norbulingki, czyli Parku Klejnotów, w którym Dalajlamowie Tybetu odpoczywali na przestrzeni lat 1755 – 1950. W końcu, po nauce jedzenia tugpy (tybetańska zupa z kluskami) z rekawiczkami na rękach oraz po walkach na śnieżne kule pomiędzy Kaszmirczykami i Tybetańczykami, ruszyliśmy do Dehradun.



Obecny wygląd terenu Lishu przedstawia się bardzo pięknie. Jest to prawie 5 akrów ziemi polożonych pomiędzy górskimi szczytami. Wokół rozciągają się tarasowe pola uprawne, a wszystko przypomina Dom Garudy w Serenity Ridge. Powstanie w tym miejscu większa gompa zaopatrzona w pomieszczenia dla nauczycieli. Jedno z jej skrzydeł przeznaczone zostanie na dormitorium i jadalnię, a po drugiej stronie znajdą się pomieszczenia na klasy i biblioteka. Na jej dachu mieścić się będzie przestrzeń na studiowanie, medytację, debatę i praktykę wpatrywania się w niebo. Obecnie są tam jedynie ruiny jakiegoś starego budynku oraz dwa małe murowane budynki, w których mieszkaliśmy my wraz z należącą do niemieckiej sangi Margharetą Heuser. Nastepne trzy tygodnie przyszło nam spędzić w małym domku wyposażonym w trzy pokoje sypialne i jedną toaletę, małą kuchenkę i miejsce, w którym można było zrobić pranie. Prądu, ciepłej wody oraz ogrzewania nie było oczywiście bardzo często. Gotowaliśmy używając butli z gazem.



Gesze-la podczas całego naszego tam pobytu, okazał się postacią nieocenioną. Wynajęliśmy księgowego, który łagodnie przeprowadzał nas przez meandry dotyczące wymiany obcych walut, zagadnień własności gruntów w Indiach i przepisów regulujących działalność organizacji dobroczynnych. Towarzystwo charytatywne w sensie indyjskim odpowiada amerykańskiemu pojęciu organizacji typu non-profit zarejestrowanej jako 501C3. Prawa panujące w Indiach są podobnie zagmatwane jak u nas; wyglada na to, że podczas jednego jesiennego dnia roku 2001 zmianie uległ cały świat. Gesze-la znalazł firmę zajmującą się zagospodarowaniem terenu, ktorej zadanie polega na odpowiedzi na pytanie o to czy można na tym terenie budować według zamysłu Rinpocze. Firma pracowała w stylu bardzo skrupulatnym. Znalazł także architekta i wykonawcę ogólnego. John z kolei skontaktował się z ludźmi mogącymi odpowiedzieć na pytanie o dostawy wody pitnej dla Lishu. Dzięki tym wszystkim działaniom, udało się nieco zmienić pierwotnie planowane rozmieszczenie budynków.



Odwiedziliśmy inne centra Dharmy, w tym także niesamowitą Bibliotekę Kagyu Songtsen oraz Centrum Studiów Himalajskich i Buddyjskich, które jest połączone z piękną gompą, biblioteką, biurami biznesowymi, pomieszczeniami dla studentów, domem gościnnym, kuchnią i jadalnią oraz zadbanym terenem. A wszystko to dla 15 studentów. Pojechaliśmy też do Clement Town gdzie spotkaliśmy się z Mistrzem szkoły Drukpa Kagyu Choegonem T.C. Gyatso Rinpocze. Złożylismy wizytę w klasztorze Mindroling. Znaleźliśmy się w Dehradun 11 lutego 2008 roku, co niefortunnie okazało się być dniem, w którym Jego Świątobliwość XI Mindroling Trichen Rinpocze, Kyabje Mindroling Trichen Kunzang Wangyal, zmarł. Pełnił on funkcję ceremonialnej głowy szkoły Nyingma. Poprzez uczestnictwo w części rytuałów pogrzebowych oraz w procesji, otrzymaliśmy błogosławieństwa.



Kolejnym odwiedzanym przez nas miejscem była Wioska Dzieci Tybetańskich (TCV – Tibetan Children`s Village) założona przez JŚ Dalajlamę w roku 1960 z myślą o wsparciu dzieci osieroconych lub odłączonych od rodziny po chińskiej inwazji z 1950 roku. [w oryginale błędnie podano rok 1959 – przyp.tłum.]. Misją TCV jest wykształcenie młodych Tybetańczyków, otoczenie ich milością i stworzenie im możliwości podjęcia pracy. Podczas tej wizyty spotkaliśmy Duke Tsering, Dyrektora tego miejsca, osobę tryskającą pozytywną energią, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, że jest ona wychowankiem wioski.



W ramach przygotowań do planowanego na październik 2008 w Lishu odosobnienia, odwiedziliśmy wiele hoteli w Dehradun, Solan i Delhi. Zjedliśmy w tym czasie niezliczoną ilość Veg Manchurian, Palak Paneer, Chilli Mushrooms, Dal Makhini, lhassi, słodkiej oranżady cytrynowej i rassmulai, czyli nadzwyczaj słodkiego deseru bardzo lubianego przez Rinpocze. Z tymi, którzy pozostali w naszych domach, usiłowaliśmy desperacko się kontaktować za pośrednictwem niestabilnego internetu. Po kilku dniach spędzonych w Dehradun czuliśmy bolesne igiełki zimna w naszych palcach. Ale świetnie się bawiliśmy ! Nowym samochodem jeździłam ja i Santiago, a gesze-la uczył się prowadzić. Było to łatwe, bo w Indiach nie ma żadnych reguł ruchu drogowego.



Potem pojechaliśmy do Riszikeszu, miejsca wielu aśramów. John udał się tam na spotkanie ze swoimi amerykańskimi znajomymi. My natomiast używając chybotliwego mostka o szerokości czterech stóp i przepełnionego świętymi krowami, dziećmi, motocyklami, turystami, saddhu i nami, przeszliśmy na drugą stronę Gangesu. Podczas naszej podróży przeżyliśmy wiele mrożących krew w żyłach zdarzeń. W Indiach wszędzie chodzą i leżą krowy. Indie to kraj przewyższający nas pod wieloma względami. Chciałabym być taka jak Rudyard Kipling i móc pleść historię jak hinduskie sari, zamiast tego co mogę napisać. Naprawdę bawiliśmy się świetnie ! Wypiliśmy tyyyylllle herbaty. Tysiące filiżanek pysznej słodkiej, mlecznej herbatki.



Na naszej drodze spotkaliśmy cudownych ludzi – Tybetańczyków, Hindusów, Sikhów, Dżinistów, Saddhu, a nawet katolików z Goa. Wynajęty dla Lishu księgowy to Hindus, ale pracuje on dla wszystkich buddyjskich towarzystw w okolicy. Nie pracuje oczywiście za darmo, ale też nie jest zbyt drogi. Nasz geometra z kolei jest Sikhem pracującym w firmie państwowej aż do emerytury. Teraz prowadzi swój własny interes. Jego firma realizuje wielki kontrakt na budowę metra w różnych częściach Indii. Kiedy zaczęliśmy z nim rozmawiać, naszymi referencjami były tylko nasze nowe i błyszczące wizytówki. Wyjaśniliśmy mu nasze zamiary. Jest on wysokim, przystojnym mężczyzną w wieku 60-70 lat. Spojrzał na nas, uśmiechnął się miękko i stwierdził, że weźmie od nas tylko ¼ normalnej ceny. Dlaczego? Bo jesteśmy organizacją o duchowych celach.



To wszystko wygladało tak, jakby czlowiek ten tylko szukał okazji dla ujawnienia swojej szczodrości. Jest to sposób, w jaki niektórzy poszukują utraconego klejnotu. Zdarzyły nam się po prostu chwile jakbyśmy my i wszyscy wokół nadawali na tych samych falach.



Takim samym facetem okazał się właściciel hotelu Madhuban w Dehradun. 30 lat temu kupił 40 akrów ziemi, kiedy to jeszcze centrum Dehradun oddalone było o całe kilometry. Jego znajomi żartowali, że zwariowal. Mówili – po co ci tyle ziemi w tym miejscu, nikt przecież nie zechce osiedlać się tak daleko od miasta, splajtujesz. A teraz człowiek ten jest właścicielem hotelu w centrum Dehradun. Posiadany przez niego grunt jest bezcenny. U niego zatrzymamy się podczas pierwszego międzynarodowego odosobnienia Lishu w październiku 2008. Kiedy się dowiedział o co nam chodzi, zarezerwował nam 50 pokoi po cenie z zeszłego roku. A potem opowiadał nam o swojej znajomości z JŚ Dalajlamą.



Spotkaliśmy też ubiegajacego się o reelekcję Komisarza wraz z jego małżonką. John znalazł w nim słuchacza swoich opowieści o trekkingu. A on z kolei opowiedział nam o miejscu znanym jako Dolina Kwiatów. Indie są niesamowite ! Bladym świtem spotykaliśmy się z różnymi ludźmi niezbędnymi dla projektu. Każdemu z nich przynosiliśmy kwiaty i słodycze, no i ….piliśmy z nimi jeszcze więcej herbaty. Podczas wizyty w Mandawala w klasztorze Tulku Kundrol trafiliśmy akurat na świeżo odmalowaną bramę wejściową. Tam spotkaliśmy Sandię, Amerykankę, matkę sześciorga dzieci pomagającą teraz mimo wieku ponad 60 lat w wychowaniu 12 małych mnichów. Większość z nich to nepalskie sieroty. Do Menri wróciliśmy tak by zdążyć na Losar i tańce Cziam. Ubawiliśmy się nieźle !



Każde z naszej trójki ma swoje problemy. John musi współpracować z Rinpocze w taki sposób by spełniła się jego wizja budynków, a jednocześnie by było nas na to stać. Zadaniem Santiago jest odnalezienie takich tybetańskich uczonych, którzy nie tylko pomogą mu przetłumaczyć teksty, ale jeszcze zdolni będą do naświetlenia ich subtelnych niuansów i odkrycia znaczeń metaforycznego języka. Moja natomiast praca jest łatwa. Wszystko co muszę uczynić, to stworzyć spójny system wspierający Nauczyciela, Nauki oraz nauczanych. Na obecny moment, stać nas na zakup dodatkowej ziemi, a nie stać nas na rozpoczęcie budowy.



Sanga musi więc zrozumieć, że potrzebujemy pomocy. Pomocy polegającej na zdobywaniu funduszy i znalezieniu uczniów do szkoly. Potrzebni są tacy, którzy gotowi są podjąć trwające od 3 do 5 lat studia i praktyki Bonu i przebywanie w Indiach przez 11 miesięcy w ciągu roku. Nie trzeba przed rozpoczęciem nauki znać tybetańskiego, ale ci, którzy planują podjąć studia w Lishu, powinni się go zacząć uczyć już teraz.



I tym jest właśnie Lishu. To nie jest miejsce, do którego można przyjechać po to by wychowywać tu dzieci. To nie jest też miejsce dobre na odpoczynek. To miejsce jest ucieleśnieniem marzeń Mistrza, którego serce nie może znieść możliwości utraty unikatowego systemu poszukiwań Natury Umysłu.



Co się stało z nami podczas tej podróży ? John i Santiago sami muszą na to odpowiedzieć. Ja natomiast utraciłam te swoje różowe okulary i uważam to za błogosławieństwo. Teraz jaśniej widzę czym jest duchowa relacja, w którą kiedyś wstąpiłam.



Zauważyłam też jak bardzo zajęta jestem podczas tej podróży. Odczuwałam tęsknotę za dwiema godzinami medytacji dziennie, jak czyniłam 5 lat temu. Zobaczyłam, że kiedy bezruch przemienia się w bycie zajętym, wtedy ukazuje siebie: „strategia przykrycia nagości” i wtedy pragnęłam przestać być zajęta. W momencie, w którym pojawia się bezruch, może też pojawić się panika. Jeśli wyczekasz ten moment, możesz odnaleźć siebie.



Po tym kiedy Santiago odjechał do siebie do Sztokholmu i John wyjechał także, ja pojechałam do Kathmandu. Nepal przygotowuje się do wyborów. Walka polityczna w tym kraju nasiliła się od czasów zabójstwa królewskiej rodziny kilka lat temu. Samo Kathamandu wyposażone jest we wszelkie wygody – gaz, woda itd. Miałam spotkanie z Loponem Tenzinem Namdakiem Rinpocze, od którego otrzymałam przekaz Sierab Ciammy. Poprosilam go by narysował coś dla Lishu. Jest on przecież artystą i bodajże najlepszym na świecie znawcą tybetańskiej ikonografii. I podarował mi jeden rysunek, przedstawiający piękny lotos z czterema wyłaniającymi się z niego pączkami. Resztę czasu spędziłam z przybyszami do tego kraju. Jedni chcieli pomóc w wyborach, inni odnaleźć siebie podczas zdobywania najwyższych szczytów, a jeszcze inni chcieli tu znaleźć milość.



Prądu nie było więc pracować nie mogłam. Spacerowałam więc. Relaksowałam się. W końcu czułam mięśnie moich pleców, moje nogi i ścięgna wreszcie rozciągniete od czasów dzieciństwa, zrzucania wagi, biegania i jogi. Odkryłam też sekretne części Kathmandu, o których nic bym nie wiedziała gdyby nie przeżyte w nich przygody. Zjadłam całą pizzę, a potem duże lody. Kupiłam drobne upominki dla każdego w domu.



Teraz witam się z bezruchem. Rzucam się na bycie zajętą i czekam na bezruch utrzymujący mnie w świadomości. Dopadł mnie znów. Wreszcie !



Candace Byers



 


    .|.


    [@]
     

    Nowe teksty


    [1] 2010-03-11 16:53:01 - Związek Garuda
    [2] 2010-03-10 17:08:26 - Język tybetański dla początkujących
    [3] 2010-03-10 16:38:44 - XIV Dalajlama w Polsce
    [4] 2010-03-05 17:14:05 - Wykład Marzecz 2010
    [5] 2010-03-03 13:20:41 - Podstawowe praktyki medytacyjne
    [6] 2010-03-03 12:56:58 - Co to jest medytacja
    [7] 2010-02-28 19:44:05 - Koszta
    [8] 2010-02-28 11:19:19 - Ponlob Rinpocze w Polsce
    [9] 2010-02-28 11:18:15 - Ponlob Rinpocze w Wildze
    [10] 2010-02-24 10:17:35 - Życzenia od Tenzina Rinpocze
    [11] 2010-02-19 13:10:09 - Biuletyn Ponlopa Rinpocze
    [12] 2010-02-17 13:11:43 - Wrocław-warsztaty w lutym.
    [13] 2010-02-17 12:49:06 - Język tybetański dla początkujących
    [14] 2010-02-17 12:03:51 - Tonpa Shenrab
    [15] 2010-02-17 12:03:02 - Gesze Chaphur zaprasza do modlitwy
    [16] 2010-02-17 12:02:36 - Nyame Sherab Gyaltsen
    [17] 2010-02-11 21:51:30 - Wykład Luty 2010
    [18] 2010-02-10 22:53:29 - Nauki Dzogczen Khenpo Tenpy Yungdrunga
    [19] 2010-02-10 22:50:35 - Drenpa Namkha ,Jarosław Kotas
    [20] 2010-02-02 19:31:57 - Wykłady Doktora Jangchuba
    [21] 2010-01-29 14:36:29 - Muzeum Etnograficzne
    [22] 2010-01-29 14:33:12 - Wrocław
    [23] 2010-01-27 13:51:49 - Podaruj 6 %
    [24] 2010-01-27 13:27:21 - Podaruj 6 %
    [25] 2010-01-24 15:16:49 - Losar - Tybetański Nowy Rok ,Wojtek Pluciński
    [26] 2010-01-23 18:34:49 - Tsa Lung
    [27] 2010-01-21 23:01:11 - 2136 - Rok Żelaznego Tygrysa
    [28] 2010-01-19 21:40:37 - Garuda Łódź
    [29] 2010-01-19 21:37:36 - Andrychów
    [30] 2010-01-19 21:36:04 - Nasza struktura sekretna
    [31] 2010-01-19 13:53:03 - Budowa gompy
    [32] 2010-01-14 10:44:03 - Poznań
    [33] 2010-01-12 17:22:17 - Wspólna praktyka
    [34] 2010-01-12 17:21:20 - Mandala - Święty Wymiar Rzeczywistości
    [35] 2010-01-12 16:07:34 - Wydarzenia
    [36] 2010-01-12 16:05:10 - Wystawa Mandali ,Ryszard Adamiak
    [37] 2010-01-11 14:37:01 - Bydgoszcz
    [38] 2010-01-11 08:33:11 - Trzy Bramy-Tenzin Wangyal Rinpocze 2010
    [39] 2010-01-10 18:04:04 - Cziamma Ling
    [40] 2010-01-10 18:01:35 - Związek Garuda
    [41] 2010-01-10 11:20:51 - Khenpo Rinpocze w Wildze
    [42] 2010-01-06 00:41:25 - Bon w więzieniu
    [43] 2010-01-04 20:57:08 - Tsa Lung - Joga Tybetańska
    [44] 2009-12-31 20:23:26 - Garuda Kraków
    [45] 2009-12-29 13:05:37 - Wydarzenia
    [46] 2009-12-29 12:36:45 - Tsa - Lung i Tigle
    [47] 2009-12-29 12:00:05 - Kraków - Tsa, Lung i Tigle
    [48] 2009-12-29 11:36:13 - Nasza struktura wewnętrzna -1 część
    [49] 2009-12-29 10:58:55 - Warszawa
    [50] 2009-12-28 20:05:48 - Wypuść karpia ,Ryszard Adamiak

    Layout Copyright © 2009 it-property.com - Site Powered by Midgard CMS

    .