Nietrwałość
Czy potraficie zrozumieć koncepcje związane z praktyką nietrwałości?
Postrzegamy nietrwałość, ale czym ona jest? Gdy na przykład widzimy
trzęsienie ziemi i rozpadające się, czy płonące domy, mówimy o
nietrwałości. Widzimy czyjąś śmierć - to również jest wyraz
nietrwałości. Patrząc jednak na siebie, widząc swoją twarz, słysząc
swój głos, nie doświadczamy bezpośrednio własnej nietrwałości. Widzimy
tylko wyraźne, jawne przykłady nietrwałości, nie postrzegając jej
subtelnych przypadków. Nietrwałość jest czymś o wiele większym niż to.
Myśl o nietrwałości jest czymś, nad czym medytujemy aby zmienić siebie
i swoje nastawienie. Jak można wykonywać praktykę nietrwałości? Na
przykład - udając się na cmentarze, na miejsca, gdzie wiele się
wydarzyło. W Warszawie jest wiele takich miejsc, gdzie możecie tego
doświadczyć. Możecie również pójść nad wodospad i zobaczyć że nie ma
jednej chwili w której woda jest taka sama, gdyż cały czas przepływa,
porusza się. Możecie obserwować jak przemijają różne pory roku,
obserwować ruch wskazówek zegarka. Każdy moment przemija, znika na
zawsze i już nigdy nie powraca. Pomyślcie o tym w taki właśnie sposób.
Jesteśmy w młodzieńczym wieku, lecz nim się obejrzymy już jesteśmy
dorośli, a czas ciągle przemija, nasze włosy siwieją. Czas mija szybko.
Wiedza na temat nietrwałości jest tak potężna, że może rozbić wiele
fałszywych pojęć i idei jakie mamy na temat życia. To co mówię jest
moim osobistym doświadczeniem. Gdy w twoim życiu pojawiają się rzeczy
ściągające cię gdzieś na bok, próbujące cię zatrzymać, praktyka
nietrwałości może cię z tego wyzwolić. W języku tybetańskim jest takie
określenie - Dag dzin. Dag dzin oznacza lgnięcie do trwałości. Gdybym
się was zapytał, czy lgniecie, przywiązujecie się do trwałości,
prawdopodobnie odpowiedzielibyście Nie, oczywiście, że nie. Kiedy jest
się zapytanym, odpowiedź jest negatywna - nie, ale gdy pytanie nie
pada, odpowiedź staje się pozytywną - tak ponieważ doświadczenie
własnej trwałości jest bardzo silne i głębokie. Czy widzieliście kiedyś
ludzi, którzy byli bardzo uparci, brakowało im szczodrości, lubili się
kłócić, spierać i nagle w ich życiu wydarzyła się jakaś tragedia,
zmieniła ich, nie są już tacy jakimi byli? Złe doświadczenia mają
właściwość poskramiania ludzi. Wielka życiowa strata daje lekcję,
naukę. Znamy wszyscy takich ludzi, wiemy o tym. Ważne jest by zdać
sobie sprawę, co - z psychologicznego punktu widzenia - wydarzyło się z
taką osobą. Znam mnóstwo takich historii i takich ludzi. Nastąpiła w
nich całkowita przemiana. Przemiana ta jest bardzo ważna, a w dharmie -
podstawowa - stanowi grunt, podstawę, bez jej doświadczenia trudno być
praktykującym. Zrozumienie fałszywej, pozornej jakości życia jest
bardzo ważnym warunkiem, dzięki któremu można praktykować dharmę.
W starożytnym, tybetańskim tekście jest podana pewna historia o bardzo
potężnym królu. Historia ta związana jest z dharmą. Jogin, medytujący
wysoko w górach ujrzał wielki potencjał i moc króla, lecz ten w ogóle
nie interesował się dharmą a jedynie swoją potęgą, władzą, pieniędzmi i
sprawowaniem kontroli. Jogin wiedział, że król kocha konie. Użył magii
i stworzył bardzo pięknego, białego ogiera, zaprowadził go do pałacu
króla i powiedział - mam konia na sprzedaż. Król ujrzał rumaka swoich
marzeń, wyszedł i powiedział - chcę się najpierw przejechać. Gdy tylko
król wsiadł na konia, ten zaczął skakać a następnie pogalopował z
olbrzymia szybkością. Opanowanie go i zmuszenie do zatrzymania było
niemożliwe. Pędzili w ten sposób całymi dniami a te zamieniały się w
tygodnie. Wreszcie przybyli do miejsca, gdzie wierzchowiec zatrzymał
się, zrzucając króla jednym potężnym skokiem i pobiegł dalej. Nie było
to miejsce skąd można by do kogoś zadzwonić, aby nas zabrał. To był
kraj zupełnie królowi nieznany, jakieś obce królestwo, o którym nic nie
wiedział Pozostał więc w tym, jak się wydawało, pozbawionym istot
ludzkich miejscu. Był bardzo smutny, głodny i zmarznięty. Czuł się
zagubiony i nie wiedział dokąd się udać. W końcu zobaczył snującą się
wzdłuż górskiego zbocza małą strużkę dymu. Udał się więc do tego
miejsca, gdzie spotkawszy starą kobietę poprosił ją o nieco żywności.
Pod wieczór, do namiotu przybyła córka tej kobiety i zjedli wspólnie
posiłek. Po pewnym czasie król i córka starej kobiety poczuli się sobą
zainteresowani, wspólnie zamieszkali i z ich związku narodziły się
dzieci. Miejsce, gdzie zamieszkali było bardzo niewygodne - trzy osoby
w jednym, niewielkim namiocie. Żyli tak z sobą przez trzy lata, które
zakończyły się śmiercią staruszki. Wkrótce potem żona króla zwariowała,
a dzieci utopiły się w pobliskiej rzece. Władca poczuł się bardzo
nieszczęśliwy i począł płakać. Gdy tak płakał, znalazł się nagle z
powrotem w królewskim pałacu, a wtedy pojawił się jogin pytając co się
stało. Król stwierdził że to bardzo długa historia, na co jogin odparł
-,,No dobrze, ale przecież twoja herbata nie zdążyła jeszcze wystygną.
W ciągu trzech minut król zdobył doświadczenie trzech lat
nieszczęśliwego, trudnego życia i doświadczenie to, trwające krócej niż
pięć minut, całkowicie zmieniło jego umysł. Stał się bardziej spokojny,
szczodry.
Chodzi o to, by nie przywiązywać się do różnych idei, ale uwolnić się
od nich i żyć w tym momencie, tu i teraz. Rozumiecie? Jeżeli
przyjrzycie się z uwagą, zobaczycie że niektórzy ludzie cierpiący na
nieuleczalne, kończące się śmiercią choroby, postrzegają czas w sposób
bardzo różny od naszego. Oni rzeczywiście czują, że żyją w pełni w
danym momencie czasu. Dzieje się tak dlatego, że jest to cały czas jaki
posiadają i jest to również cały czas jaki my mamy, ale ciągle myślimy,
że mamy jeszcze dużo czasu w dniu jutrzejszym itd. Żyjemy w tak
intensywnym pośpiechu, że przygotowując się na dzień jutrzejszy,
zapominamy o dzisiejszym. W ten sposób nigdy nie jest się w stanie żyć,
ponieważ to jutro nigdy nie nadchodzi. W Indiach widziałem plakat na
którym było napisane Dzisiaj płacisz, jutro masz kredyt. Ludzie zawsze
chcieli tam kupować na kredyt a później mówili, że nie mają pieniędzy
żeby zwrócić dług i w związku z tym pojawił się taki właśnie napis -
Dzisiaj płacisz, jutro masz kredyt. Następnego dnia, gdy tam przyszli,
ujrzeli to samo - Dzisiaj płacisz, jutro masz kredyt. Tak właśnie
wygląda nasze życie.
Chciałbym najpierw omówić zwięźle nauki A-khrid, tak, byście mogli
pracując później z nimi, oprzeć się na pewnych zasadach. Najpierw
należy przyjąć pięciopunktową pozycję medytacyjną, ze skrzyżowanymi
nogami, prostym kręgosłupem i otwartą klatką piersiową, nacisnąć
kciukiem podstawę palca serdecznego (jest to palec na którym zazwyczaj
nosi się obrączkę) i ułożyć lewą dłoń na prawej, tak samo mężczyźni jak
i kobiety. Jest to normalna, pięciopunktowa pozycja medytacyjna, w
której wykonujemy większość medytacji. Żeby odciąć myśli, można cofnąć
brodę nieco do tyłu, przez co odcina się nadmierny strumień myśli.
Celem obniżenia podbródka jest właśnie odcięcie myślenia.. Pozycja taka
zwana jest pozycją kontrolowaną.
Prosty kręgosłup ma na celu umożliwienie energii wzniesienie się ku
górze, natomiast ułożenie rąk w pozycji równowagi, lewa na prawej pod
pępkiem ma związek z naturą niedualnej przestrzeni. W pozycji takiej
można zasiąść np. nad rzeką, czy w innym miejscu w którym zewnętrzne
wizje mogą pomóc wykonać medytację nad nietrwałością.
Kolejnym etapem praktyki jest nagłe, przypominające cięcie, wydanie
dźwięku PHET. Należy krzyknąć PHET i ponownie się skupić. Zastanów się
w tym momencie (nie musisz tego mówić na głos, wystarczy jeśli
pomyślisz) nad koncepcją ja. Kim jesteś? Kto mówi ja? Twórcą ja, tym,
kto mówi ja jest w tym przypadku świadomość mentalna, podróżująca z
jednego ciała w drugie. Rozpatrując problem w inny sposób ujrzeć można
że ciało przypomina zbiór złożony ze skóry, ciała, kości. Jest dość
brudne. Zawsze próbujemy je w jakiś sposób zachować, utrwalić. Myjemy
je, czyścimy, pielęgnujemy, strzyżemy, ale zawsze coś jest nie w
porządku. Następnego dnia odkrywamy, że znowu coś jest nie tak.
Szczególnie psychologiczny wymiar ja jest mocno zabrudzony, zawiera
mnóstwo bólu, cierpienia, pomieszania. Przyczyną tego są pewne
koncepcje, idee na temat świata i siebie które chcemy przez praktykę
usunąć, przełamać.
Ciało przypomina zwłoki - teraz się porusza, ale ponieważ wkrótce może
stać się zwłokami, więc jest jak zwłoki. Dlatego właśnie niektórzy
ludzie myślą, że buddyzm wpędza w depresję. W kręgu zachodniej
cywilizacji, szczególnie w USA panuje pewien styl bycia, polegający na
mówieniu, że wszystko jest świetne, wspaniałe, co z kolei stanowi
rodzaj zaprzeczenia. Zaprzecza się drugiej stronie istnienia - pełnej
nietrwałości i cierpienia. Gdy udałem się pierwszy raz do USA miałem z
tego powodu trudności, pomyślałem sobie - to fałszywa kultura, oparta
na wielkim zaprzeczeniu. W ciągu ostatnich kilku lat do Stanów
Zjednoczonych przybyło około tysiąca Tybetańczyków, którzy dostali w
tym kraju obywatelstwo. Kiedy z nimi rozmawiałem, mówili dokładnie to
samo. Powoli się do tego przyzwyczajam. W mojej kulturze, gdy
zostaniesz gdzieś zaproszony, czy jeżeli coś jesz, to po prostu jesz i
nie musisz mówić ach, jakie to wspaniałe, jakie smaczne, doskonałe. Po
prostu jesz i tyle. Nie znaczy tu że nie ma doceniania, ale że docenia
się to wewnętrznie i nie musi tego aż tak werbalizować. Niemniej to
zadziwiające jak często Amerykanie postępują w ten sposób. W istocie
motywowane jest to strachem.
Powróćmy jednak do rozmyślania nad istotą samego siebie. Ciało i to co
się w nim znajduje, to jedynie brudne zwłoki. Nie będzie trwać w
nieskończoność, co roku pojawia się więcej zmarszczek na twarzy. Coraz
bardziej się starzeje a młodość przemija. Gdy pomyślę w ten sposób,
będę miał w stosunku do siebie współczucie. Myśl taka jest również
czymś przerażającym - myślałem, że jestem młody, a okazuje się, że już
się starzeję. Nie mam żadnej mocy i kontroli nad minionym czasem, nie
potrafię go przywrócić. Jest jak zamarznięty kwiat czy liść. Nawet
gdybym próbował ozdobić swoje ciało, ładnie się uczesać i poczuć się
dobrze, nie trwa to dłużej, jak jeden dzień. Później ponownie muszę się
umyć i wyprać swoją odzież. Ciało jest jak miejsce pełne chorób i
słabości. Samsara jest oceanem cierpienia, a ciało w końcu przestaje
istnieć, rozpada się w ziemi, czy - jak w Tybecie - zjadają je ptaki.
Mówi się wtedy, że lata znikają zmieniając się w miesiące, miesiące w
tygodnie, a tygodnie znikają stając się dniami. Gdy czas w ten sposób
przemija, nie mamy nad nim żadnej kontroli. Kiedy nadejdzie nasz czas
nie możemy już nic zrobić. Praktykować nietrwałość - to przypominać
sobie o tych właśnie zjawiskach. Nie wiadomo kiedy się umrze. Miejsce i
sposób śmierci nie są określone, ale sama śmierć jest pewna. Co do
kwestii, czy się umrze nie ma wątpliwości, reszta jest niepewna. Kiedy
nadejdzie nasz czas, żadna siła, żadna moc nie jest już w stanie pomóc.
Lekarstwa pomagają zwalczyć chorobę, ale nie zawsze pomagają,
przyjaciele stanowią dla ciebie wsparcie, ale w tym przypadku nie są ci
w stanie go udzielić. Nie pomoże ci potęga ekonomiczna, pieniądze,
przyjaciele, wszystko to musisz zostawić. Nie możesz zabrać ze sobą
niczego, co zgromadziłeś, ani bogactwa, ani bliskich. Jedyną rzeczą
jaką możesz ze sobą zabrać jest twoja karma, twoje mentalne
doświadczenia.
Gdy ludzie, którzy przez pewien czas wspólnie ze sobą żyli, rozwodzą
się, muszą dokonać podziału przeróżnych rzeczy. Muszą zostawić tę drugą
osobę i dobytek. To co ze sobą zabierają, to swoje doświadczenia i
zanim będą mogli zamieszkać z kimś innym muszą wpierw poradzić sobie ze
swoimi doświadczeniami. Często muszą zapłacić sporo za terapię, by w
ogóle móc z kimś innym żyć. Są to bardzo drogie doświadczenia.
W przypadku śmierci, tymi doświadczeniami są ślady karmiczne. Najlepiej
gromadzić takie rzeczy, które można ze sobą zabrać. Nie troszcz się za
bardzo o te, których nie będziesz mógł zachować. W dawnych czasach
pożywienie i schronienie wiele znaczyły, obecnie nie mają już takiej
wartości - liczy się ilość, to czy ma się wiele domów, wiele ubrań, ile
jest zer przy liczbie posiadanych przedmiotów. Przykłada się znaczenie
do tego, kto ma więcej sztuk jakiejś rzeczy.
Nasza egzystencja, nasze spotkania i miłości, podczas których wydarza
się wiele cudownych rzeczy, tak czy inaczej, przypominają sytuację
nieświadomego zwierzęcia prowadzonego do rzeźni. Wszystkie te sytuacje
i procesy zmierzają do momentu w którym, kiedyś tam, nastąpi śmierć.
Tak właśnie wygląda życie. To, co może człowiekowi pomóc w ostatnich
chwilach życia, to jego własna praktyka, drzewo schronienia i nauki.
Należy się nad tym zastanowić i zmienić swoją perspektywę, swój sposób
patrzenia na życie, jeżeli jednak robisz to, a nic się nie zmienia, to
nie ma z tego pożytku.
Jaki jest koniec wszystkiego, co zgromadziłeś? Wszystko to ulegnie
rozproszeniu, wszystko ma swój koniec. Czasami, jadąc autostradą widzę
opuszczoną, zarastającą chwastami farmę a na niej rozpadający się,
zniszczony dom o dziurawym dachu. Zastanówcie się nad tym obrazem. Ktoś
może posiadać wielkie marzenie aby zdobyć ten kawałek ziemi,
doprowadzić go do świetności i zamieszkać na nim z rodziną. To, co
obecnie widzicie jest już historią. To właśnie nazywa się
nietrwałością. Ludzie którzy tam mieszkali mieli inny sen, inne
marzenie, nie doświadczali tego, czego ty doświadczasz w swoim
spojrzeniu. To czego my doświadczamy obecnie w naszym życiu jest czymś
innym. To tak, jak gdyby ktoś pomógł nam wykonując praktykę
nietrwałości, której wyniki możemy teraz obserwować. Być może za
czterdzieści lat połowa z nas nie będzie już żyć, a za sto lat z całą
pewnością nikogo już tutaj nie będzie.
Kolejne spostrzeżenie mówi nam, że każde spotkanie jest zarazem
rozstaniem. Jak często doświadczaliście rozstania z jakąś osobą, czy
rzeczą? Był to właśnie rezultat spotkania. Tak właśnie jest -
rezultatem spotkania jest rozstanie. Narodziny z kolei tworzą możliwość
śmierci. Kiedy widzimy czyjąś śmierć, mówimy - dobrze, że to nie ja,
gdy widzimy że ktoś jest chory, również mówimy - dobrze, że to nie ja,
ale pamiętajmy, że wszystko, co postrzegamy może również dotyczyć nas.
Mamy bardzo silne tendencje do uczuciowego oddzielania się od tego co
się dzieje, mówimy - ten człowiek, tam - to nie ja, ale pamiętajmy, że
my również możemy znaleźć się na miejscu tej drugiej osoby.
Rozejrzyjcie się dokoła siebie i policzcie obecnych ludzi. Dwa lata
temu, gdy wróciłem do klasztoru, byłem zszokowany. Będąc małym mnichem,
patrząc w klasztorne okna pamiętałem kto mieszka w pomieszczeniach
kryjących się za nimi. Wiedziałem, że tu mieszka ta osoba, a tam ktoś
inny, lecz teraz nikogo już tam nie było. Warunki życia w klasztorze są
trudne, nie ma opieki medycznej i zdarza się że ludzie nie żyją tam
zbyt długo. Policzmy - ojciec, matka, wujek? Zadziwiające jest jak
wiele osób odeszło. Zapominamy o tym, ale powinniśmy to zrozumieć, w
innym przypadku żyjąc w tym świecie - łudzimy się. Będziecie zdziwieni
przypominając sobie listę znajomych osób, które zmarły. Tak, czy
inaczej, zastanówcie się nad tym.
Pytanie: Czy Rinpocze mówił o śmierci w sensie biologicznym, czy też psychologicznym?
Odpowiedź: Chodzi tutaj o każdy rodzaj śmierci, ale by uprościć tą
odpowiedź - to nasze przywiązanie do rzeczy, do koncepcji ich trwałości
stwarza tak wiele problemów w naszym życiu, zarówno związanych z
praktyką, jak i z naszymi związkami i relacjami z innymi ludźmi.
Medytacja ta ma na celu zmianę naszego punktu widzenia, sposobu
postrzegania siebie i świata. Chodzi tutaj o uchwycenie sensu tego
wszystkiego. Ktoś może powiedzieć - Oczywiście, wszystko jest
nietrwałe, no i co z tego? Dlaczego mielibyśmy na to spojrzeć z
negatywnego punktu widzenia? Przez resztę czasu możemy się przecież
nieźle bawić, cieszyć się życiem. Dlaczego mamy tyle myśleć o śmierci,
skoro jeszcze nie nadeszła? Dlaczego mamy myśleć o rozstaniu, gdy
jesteśmy razem? Dlaczego mamy myśleć o negatywnościach, kiedy ich
jeszcze nie ma? A poza tym - nie ma śmierci, ponieważ w każdej chwili
jest życie.
To prawda, ponieważ życie istnieje w każdej chwili - oddychacie,
widzicie drzewa, wszystko jest tutaj życiem, co również jest bardzo
ważną i autentyczną praktyką. Lecz, z drugiej strony, by zmienić
perspektywę naszego patrzenia na rzeczywistość, praktyka nietrwałości
jest bardzo ważna. W innym przypadku blokujemy samych siebie. Bardzo
łatwo się blokujemy, przyjrzyjcie się jak wiele problemów mają
niektórzy ludzie, już jakiś nieznaczny kłopot z otwarciem okna staje
się dla nich problemem. Trudno jest zrozumieć dlaczego tak wiele ich
wytworzyli. Mają problemy z ludźmi, problemy z życiem, gdziekolwiek
idą, stwarzają problemy, których sami są źródłem. Patrzą na okno i od
razu martwią się, że wygląda brzydko - Nie lubię tego okna, jest
brzydkie, wygląda strasznie. To jest obsesja, mogą w ten sposób
stworzyć sobie wiele problemów. Później wydarza się coś nowego, gubią
na przykład swoją torbę, zdarza się coś poważniejszego i mówią wtedy -
W porządku, to okno jest OK. Dlaczego nie mogą uwolnić się od okna,
dopóki nie będą mieć jeszcze większego problemu?
O sytuacji takiej można powiedzieć, że utknęło się na czymś. Jest
bardzo wiele życiowych sytuacji, na których ludzie utykają, zatrzymują
się. Czymś bardzo ważnym jest uwolnienie się od tego, w innym przypadku
nie można zrobić postępu. Jest to patrzenie na rzeczywistość taką, jaką
jest. Można się cieszyć różnymi sytuacjami, ale ze zrozumieniem. Są
ludzie którzy wiedzą że pozostało im tylko kilka miesięcy życia i
pomimo to są bardzo szczęśliwi. Oznacza to, że skonfrontowali się już z
tą prawdą.
Własność może być również źródłem problemu. Ludzie mogą żyć we wspólnym
związku długi czas nim zdecydują się pobrać. Większość problemów
powstających w związkach nie jest związana z chwilą obecną, lecz z
planami. Partnerzy lubią się nawzajem, czują radość z przebywania
razem, lecz ich plany stają się źródłem problemów. Przyszłość jest co
prawda daleka, lecz myśląc o niej w chwili obecnej, doświadczają wielu
problemów. Gdy się pobiorą, podpisując akt ślubu, czy idąc do kościoła
i powiedzą Tak, chcę przez całe życie być z tą osobą., nie mają
problemu ze wspólnym życiem, lecz decyzja dotycząca przyszłości, jaką
zmuszeni są podjąć stwarza już problem. Nie mają problemu żyjąc
wspólnie przez dziesięć lat, lecz w efekcie podjęcia decyzji o pobraniu
się, często po roku się rozwodzą. Znam wiele takich sytuacji. Możesz
wynajmując jakieś mieszkanie przez dziesięć lat nie mieć z nim żadnych
problemów. Gdy jednak stwierdzasz nagle, że podoba ci się tam i
decydujesz się je kupić, to w momencie jego kupna pojawiają się
problemy ze zlewem, z oknem, ze wszystkim. Okazuje się że masz mnóstwo
problemów ze swoim mieszkaniem. Na tym właśnie polega problem związany
z przyjęciem punktu widzenia właściciela, zmienia się perspektywa
posiadania - To jest moje. Oto utknięcie. Życie nie jest problemem,
zrozumienie tego jest ważne, bo przynajmniej w niektórych kręgach
buddyzm ma złą opinię, jakoby wpędzał w depresję. W grupach New Age
panuje podejście polegające na mówieniu, że wszystko jest świetne i
wspaniałe, jest cudownie, pojawia się wiele tęcz. Czasami ludzie kończą
w kręgach tego rodzaju. Nie czuję bym przynależał do takich grup.
Przypomina to sytuację ślepca dochodzącego do porozumienia z drugim
ślepcem. Nie mogą niczego zobaczyć, dlaczego więc nie mieliby się ze
sobą zgadzać? Na podstawie owej wspólnej ignorancji, zgadzają się co do
wielu spraw.
Co do praktyk wstępnych, to każdą z sesji tych praktyk należy wykonać
sto tysięcy razy. Zależy to jednak od tego jak liczysz owe sto tysięcy,
wagę posiada tutaj zrozumienie, że tak naprawdę nie chodzi o zaliczanie
tych praktyk, ale o efekt. Należy zrozumieć i przyzwyczaić się do tej
zasady. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do złych rzeczy.
Kiedy przybyłem do USA nie lubiłem hamburgerów, nie mogłem ich jeść,
ale teraz się już przyzwyczaiłem i zjadłem ich kilka. W niektórych
tradycjach kładzie się duży nacisk na skompletowanie tej liczby. Myślę
że to także jest ważne, lecz czasami myśląc o liczbie powtórzeń
praktyki, zapomina się o efekcie, co jest zupełnie niewłaściwe. W
rezultacie tej praktyki powinno się odnaleźć lekkie podejście do życia.
Nie lekkie w sensie lekceważenia wszystkiego, ale - bez przywiązywania
się, bez przyciężkiego nastawienia, napięć, utykania na wielu sprawach.
Czy rozumiecie o czym naprawdę tutaj mówimy? Czy widzicie jak wpłynie
to na nas, jeżeli będziemy to praktykować i zrozumiemy tę zasadę? To
zmieni perspektywę naszego życia. W sytuacji gdy się to przepraktykuje,
nie trzeba już czekać na jakieś ciężkie i dramatyczne doświadczenia, na
pojawienie się jogina stwarzającego magicznego konia, porwanie przez
mafię utratę bliskiej osoby lub coś równie strasznego, aby zmienić swój
punkt widzenia na życie, przebudzić się. Wiele z tych trudnych
doświadczeń wprowadza na duchową ścieżkę, tworzy podstawę duchową. Nie
musisz czekać na dramatyczne doświadczenia, możesz sam stworzyć sobie
ten stan umysłu.
Co do samego sposobu wykonywania praktyki, to można przykładowo usiąść
w pięciopunktowej pozycji i pomyśleć o tym, co chce się osiągnąć, co
chce się zrobić w swoim życiu, z czym się zmagać. Mówisz - trudzę się w
swoim życiu, ale czego chcę? Chcę być prawnikiem. Dlaczego chcesz być
prawnikiem? Jeśli będę prawnikiem - pojawia się odpowiedź - będę
zarabiał tyle a tyle pieniędzy, będę mógł zrobić to i tamto. Można
tutaj rozpoznać ową ciągłość śladu. Wygląda to tak, że teraz coś
zabiera nam czas, ciężko pracujemy, po to by kiedyś w przyszłości stać
się w końcu tym prawnikiem. W tym przypadku można wykonywać medytację
rozpuszczającą ten cel. Można wyobrazić sobie że ktoś zostaje tym
prawnikiem, lecz nie znaczy to nic, nie ma w tym nic specjalnego. Być
może znajdzie się w sytuacji gorszej niż poprzednio. Być może ów
prawnik nie doświadcza niczego tak wspaniałego. Mam wielu znajomych
będących prawnikami, walczących pomiędzy sobą, podgryzających się,
rywalizujących. To wcale nie jest takie świetne życie. Możesz sobie
wyobrazić, że osiągnąłeś cel swoich zabiegów i sytuacja w jakiej się
znajdujesz wcale nie jest tak wspaniała, masz wszystkich przeciwko
sobie ciągle pojawiają się jakieś walki, rywalizacja. Należy uświadomić
sobie to, pobyć w tym stanie, a później spocząć w tym doświadczeniu.
Jest to właśnie medytacja polegająca na rozpuszczaniu celu. Znowu - nie
chodzi tutaj o to, by medytacja powstrzymała cię od zostania
prawnikiem, ale by rozpuściła w tobie blokady powstrzymujące cię od
płynięcia ku przyszłości.
Inną medytacją jaką można wykonać jest medytacja procesu śmierci.
Wyobraź sobie że znajdujesz się w szpitalu, jesteś chory, trudno jest
ci się podnieść. Twoja sytuacja ciągle się pogarsza, nie jesteś już w
stanie zbytnio się poruszać. Wyobraź sobie że twój stan pogarsza się i
nadchodzi śmierć. Co wtedy pozostaje? W tym momencie nic już nie jest
ważne. Tym, co pozostaje, jesteś ty sam. Zastanów się co wtedy się z
tobą dzieje. Chciałbyś jeszcze żyć, ale lekarze nie są w stanie już nic
uczynić, również krewni nie mogą ci pomóc. Chcieliby, kochają cię, chcą
byś był bezpieczny, pragną ofiarować pieniądze na twoje leczenie,
niezależnie jednak od tego jak chcą, w tej sytuacji nie są w stanie już
nic zrobić. Jeżeli znacie nauki bardo, możecie sobie dokładnie
wyobrazić proces rozpuszczania elementów. Nie możecie już odbierać
doznań płynących z ciała, następnie znika oddech, później element
ognia, nie czuje się już ciepła, podobnie nie krąży już krew. Im
bardziej szczegółowo wykonasz tą praktykę, tym lepiej. Dotarłszy do
tego momentu możesz się obudzić i zobaczyć że nie jesteś jeszcze w tej
sytuacji. Jak teraz, po takim doświadczeniu postrzegasz świat? Gdy
praktyka była silna, kończąc ją uświadomieniem sobie, że moment śmierci
jeszcze nie nadszedł, patrząc na świat postrzegasz go w zupełnie innym
świetle. Twoja perspektywa widzenia świata zmienia się. Owe dwa
ćwiczenia możesz wykonywać w jednej sesji praktyki.
Dla wyjaśnienia form sesji medytacyjnych praktyki nietrwałości
wyjaśniliśmy wczoraj praktyki rozpuszczania celu i wyobrażania sobie
swojej śmierci. Jeśli mamy w naszym codziennym życiu doświadczenia
przypominające nam o nietrwałości, dobrze jest być z nimi w kontakcie
tak długo i blisko, jak to jest możliwe. Nauki dharmy mówią że jeżeli
jakaś osoba ma pewne urzeczywistnienie w praktyce nietrwałości, to jej
koncepcja i poczucie czasu zmieniają się. Osoba taka odczuwa większe
poświęcenie dla praktyki i nauk. Kiedy matka ma tylko jedno dziecko i
dziecko to płonie, nie będzie chciała tracić ani minuty czasu, od razu
rzuci się dziecku na ratunek. Podobne zaangażowanie czuje taka osoba do
praktyki. Głównym celem praktyk nietrwałości jest poskromienie dzikich
aspektów samsary. Każdy z nas jest trochę samsaryczny i gwałtowny lub
uparty. Ktoś może pomyśleć - Ja nie jestem tak bardzo uparty, lecz gdy
dojdziemy do poczucia ja, ego, okazuje się że każdy jest bardzo uparty.