Bodhiczitta
Drugą sesją jest bodhiczitta. Bodhiczitta jest główną praktyką prowadzącą do osiągnięcia stanu buddy. Nazywana jest podstawą mahajany. Bodhiczitta jest jak ziarno; gromadzenie zasług i mądrości jest jak praca na polu; dedykacja zaś jest niczym jesienne plony, które zostały już zebrane. Te trzy praktyki są bardzo ważne i są nazywane Trzema Wielkimi Doskonałymi Praktykami. Pierwszą z nich jest bodhiczitta, drugą gromadzenie zasługi i mądrości (urzeczywistnienie naturalnego stanu), trzecią zaś dedykacja (cały czas jaki spędziliśmy na praktykowaniu zasług - długi lub krótki - dedykujemy dla pożytku wszystkich istot czujących).
Bodhiczitta jest przyczyną stanu buddy. Gdy osiągniemy stan buddy, nasze zachowanie będzie kierowane bodhiczittą. Wszystko co budda mówi, naucza i myśli, jest robione z myślą o istotach czujących i zostało zapoczątkowane przez praktykę bodhiczitty. Dlatego też budda pojawia się w różnych formach jidamów (łagodnych, gniewnych) i różnego typu emanacjach. Wszystko to robi dla istot czujących, by móc im pomagać. Jeśli jakaś osoba staje się buddą i nadal ma zamiar pracować dla pożytku istot czujących, a okazuje się że nie każdego łatwo jest skłonić do praktyki w sposób łagodny, to pojawi się ona w formie gniewnej. Jednak nie będzie to ten sam gniew, jaki ludzie okazują innym. Gniewne bóstwa wyglądają bardzo wściekle, ale ich gniew nie jest jakimś zwykłym gniewem. Tak samo jest w przypadku matki opiekującej się dzieckiem. Gdy zachowanie dziecka jest niewłaściwe, matka ukazuje mu swe gniewne oblicze, by je sprowadzić na właściwą drogę, nie jest ona jednak gniewna jako wróg. W ten sam sposób budda powodowany współczuciem pojawia się w gniewnej formie dla istot, które nie łatwo jest skłonić do praktyki.
Budda jest kimś całkiem innym od arhata, który jest urzeczywistnionym hinajany. Arhat to indywidualna osoba posiadająca oczyszczone emocje. Nie można porównywać go z buddą. Budda może pojawiać się w różnych formach, takich jak łagodne i gniewne bóstwa, jako mnich, król, lub ogólnie jako forma sambhogakaji. Istnieje wiele form w których może pojawić się budda i wszystkie one są odpowiednie do umiejętności istot. Budda nie ma w sobie żadnego pożądania, niczego nie oczekuje, a wszystkie jego działania mają na celu przyniesienie pożytku istotom czującym.
W bodhiczicie chodzi przeważnie o to, aby o wszystkich czujących istotach myśleć jak o matce. Nie wiem czy na prawdę wszystkie istoty były kiedyś naszymi matkami, ale według tekstu i nauk, aby móc osiągnąć jakiś rezultat w praktyce bodhiczitty, musimy myśleć o nich wszystkich właśnie w taki sposób. Co nie oznacza, że jeśli mamy złe kontakty z matką i jest ona dla nas pewnego rodzaju wrogiem, to myślimy w ten sam sposób o innych istotach. Tutaj powinniśmy myśleć o matce jako o pierwszej istocie, której okazujemy bodhiczittę.
Powiedzmy, że nasypiemy do miski ryżu, a później wrzucimy do niej jedno czarne ziarno. Jeśli zaczniemy trząść i mieszać, to pewnego dnia to czarne ziarno dotknie każdego pojedynczego ziarna w misce. Sześć sfer egzystencji jest jak miska, ziarna są jak wszystkie istoty czujące sześciu światów, natomiast my sami jesteśmy jak czarne ziarno ciągle krążące wśród istot czujących. Pewnego dnia nadejdzie taki moment, że nie będzie ani jednej osoby, z którą nie weszlibyśmy w kontakt i która nie byłaby wcześniej naszą matką.
Spróbujmy sobie przypomnieć jak w dzieciństwie matka dbała o nas dniem i nocą. Nie marnowała ani chwili i opiekowała się nami przez cały czas zanim nie dojrzeliśmy. Gdy już staliśmy się trochę starsi może przestaliśmy lubieć matkę, ale tak na prawdę ona zawsze nas wspierała. Czasami bywała trochę chora lub zmęczona, lecz nigdy nie marnowała czasu. Można to sobie łatwiej wyobrazić, niż myśleć w ten sposób o innych istotach. Nie trzeba wiele mówić, sami mamy to doświadczenie.
Kiedy dorastamy, odwracamy się od matki i obrażamy ją na wiele sposobów. Wielu z nas tak robi. Tak jest w kulturze zachodniej, w kulturze tybetańskiej jest to raczej niespotykane. Na zachodzie zazwyczaj nie myśli się o tym, jak bardzo matka nas wspiera. Pamięta się jedynie to, że nie dała nam wystarczająco dużo pieniędzy. Nie pamiętamy jak wiele dla nas zrobiła.
Matczyną miłość można również dostrzec u innych istot czujących. Lwica może wydawać się dla nas przerażająca i wściekła, jednak nadal jest kochającą matką dla swego dziecka. Wszystkie czujące istoty okazują miłość swemu własnemu dziecku. Nie dotyczy to tylko jednego żywota, mówimy o nieograniczonym czasie i nieograniczonej liczbie istot. Wszystko zawiera się w samsarze - odradza się i umiera - wszystkie czujące istoty są inkarnacją.
Kiedy przychodzą dla nas ciężkie lub trudne czasy i ktoś nam wtedy pomoże, musimy powiedzieć dziękuję. W przypadku małych rzeczy dziękujemy, lecz w przypadku dużych - całego życia kiedy się nami opiekowano - musimy podziękować matce. Jest to drugi krok. Jeśli jesteśmy matką i myślimy bardzo życzliwie o dziecku, to możemy myśleć w ten sam sposób o wszystkich istotach czujących. Jeśli nie myślimy życzliwie o dzieciach, to nie jesteśmy wrażliwymi ludźmi - jesteśmy jakby obłąkani.
Gdy pragniemy odwdzięczyć się matce, okazuje się że nie jesteśmy wystarczająco silni i zdolni by zrobić to we właściwy sposób. Jeśli nasza matka zachoruje lub coś się jej przytrafi, to jedyne co możemy wtedy zrobić, to pójść się z nią zobaczyć, przynieść lekarstwa albo wysłać ją do szpitala. Tylko na tyle nas stać - prosta rzecz - bardzo mało w stosunku do tego co zrobiła dla nas matka. Mimo wszystko, matce nadal jest ciężko, a cierpienie wciąż przypomina o sobie. Więc w jaki sposób możemy odwdzięczyć się matce? Jedynym sposobem w jaki możemy się odwdzięczyć, to myśleć o jej cierpieniu i pragnąć ją od niego uwolnić. Jest to jedyny sposób w jaki możemy się odwdzięczyć. Kto może ją uwolnić? Gdy chcemy uwolnić matkę, patrzymy na swój stan i widzimy, że sami z siebie nic nie zdziałamy. Natenczas nie jesteśmy wystarczająco silni, by móc pomagać innym, nie możemy pomóc nawet samemu sobie - nie mamy mocy.
Jedyne co możemy zrobić to rozmyślać w jaki sposób moglibyśmy uwolnić czujące istoty z cierpienia. To jest współczucie. Najpierw praktykujemy współczucie, a później wzbudzamy pragnienie uwolnienia wszystkich istot czujących - jest to nazywane Doskonałym Umysłem. Odnosi się to jedynie do myślenia, nie możemy nic zrobić bezpośrednio. Kiedy nasza matka jest silnie chora, to jedyne co możemy zrobić to tylko patrzeć. Nie możemy jej pomóc, ponieważ nie mamy mocy. Jeśli pomyślimy kto może uwolnić czujące istoty, to zauważymy że jedynie budda może to zrobić - nikt inny. Jest tak dlatego gdyż sam budda oczyścił się z cierpienia. Posiada on rzeczywistą wiedzę, zna właściwe metody oraz ich naucza. Pozostawia po sobie wskazówki, które mówią w jaki sposób postępować. Dlatego jedyną metodą jest podążanie za naukami. Powinniśmy zawsze myśleć o naukach i próbować je praktykować - robić wszystko aby uwolnić wszystkie cierpiące istoty czujące - jest to główny cel. Powinniśmy o tym myśleć.
A więc powinniśmy traktować wszystkie czujące istoty jako matkę. Jesteśmy związani z matką nie tylko w ciągu jednego życia. Popatrzmy wstecz do nieograniczonej liczby naszych przeszłych żywotów, za każdym razem byliśmy związani z matką (jedynie niektóre istoty rodzą się z ciepła i wilgoci bez udziału matki).
Aby wzbudzić bodhiczittę musimy pomyśleć o określonej osobie i spróbować odczuć jak bardzo cierpi. Ta osoba pragnie uwolnić się tak szybko jak to możliwe. Ten stan i myśl są wspólne każdej istocie. Pierwszy krok jaki musimy zrobić to pomyśleć o cierpieniu jednej indywidualnej osoby.
Pragniemy się jak najszybciej uwolnić, ale jeśli spojrzymy na nasz własny stan, okaże się że nie możemy tego zrobić. Nawet nie potrafimy wyzwolić się z własnego cierpienia. Jeżeli myślimy o wszystkich cierpiących istotach, to nazywamy to współczuciem. Natomiast jeśli pragniemy uwolnić siebie samemu i myślimy tylko o sobie, to nazywamy to ngedziung (nges 'byung). To ngedziung jest fundamentem praktyki religijnej.
Pragniemy uwolnić się z cierpienia, lecz sami zdajemy sobie sprawę że nie mamy mocy i nie potrafimy tego zrobić. Dlatego musimy patrzeć i szukać tego kto mógłby tego dokonać. Tym kimś może być tylko budda.
O bodhiczicie mówimy wtedy, gdy wszystkie nasze działania ciała, mowy i umysłu, są wykonywane z myślą o osiągnięciu stanu buddy. Musimy się tego nauczyć, są to esencjonalne nauki. Nie wystarczy powiedzieć "bodhiczitta". Każdy może powiedzieć słowo "bodhiczitta", jest to całkiem łatwe. Musimy myśleć o osiągnięciu stanu buddy by móc uwolnić czujące istoty z cierpienia - to jest prawdziwa bodhiczitta - mówienie nie gra tutaj roli, liczy się tylko intencja.
Tak wygląda bodhiczitta w praktyce. Poza tym oprócz rozwijania intencji bodhiczitty, praktykujemy oświeconą postawę umysłu poprzez modlitwę. Nie trzeba wtedy zbyt wiele robić, wystarczy pozostawać w tym stanie umysłu i recytować modlitwę. Nazywa się to bodhiczittą modlitwy. Istnieją dwie kategorie bodhiczitty - jedną jest bodhiczitta modlitwy, a drugą bodhiczitta praktyczna. Teraz mówimy o bodhiczicie modlitwy. Pamiętajmy jednak, że pragnienie osiągnięcia stanu buddy nie polega na samej modlitwie. Jeżeli będziemy w ten sposób myśleć, nic się nie pojawi. Musimy praktykować, musimy coś zrobić. Może chcielibyśmy iść do pracy lub czymś się zająć, ale wykonywanie różnych światowych zajęć nie ma żadnego wpływu na osiągnięcie stanu buddy. Aby tego dokonać musimy wyraźnie wiedzieć co chcemy robić oraz stosować się do nauk buddy, które zostawił po sobie, oraz do jego doświadczenia. To właśnie musimy robić.
Dziesięć paramit
Praktykowanie dziesięciu paramit to jedyny sposób na osiągnięcie stanu buddy. Powinien je znać każdy praktykujący, nawet jeśli ktoś jest dzogczenpą (praktykującym dzogczen). Bez ich znajomości nie jesteśmy religijnymi praktykującymi. Te paramity dotyczą każdego aspektu naszego życia. Już samo praktykowanie chcociażby jednej z nich jest pierwszym krokiem do osiągnięcia stanu buddy.
Pierwszą paramitą jest szczodrość. Aby móc praktykować szczodrość, najpierw musimy zmienić nasze nastawienie i ukierunkować wszystkie nasze działania na osiągnięcie stanu buddy. Tutaj na tym treningu wykonujemy różne praktyki, takie jak ofiarowanie sang (bsang), ofiarowanie wody, sur (gsur) oraz czo (gcod). Wszystkie one mają związek ze szczodrością. Aby poznać rzeczywiste znaczenie szczodrości musimy najpierw ją pojąć, a następnie ćwiczyć. Wcale nie musimy siedzieć w pozycji medytacyjnej i wykonywać wizualizacji. Powinniśmy się tego nauczyć na samym sobie. Ludzie są silnie przywiązani do swego własnego ciała. Aby wykorzenić to przywiązanie wykonuje się praktykę czo (gcod) i inne ofiarowania. Składamy ofiarę trzem klejnotom. Te klejnoty same z siebie nie potrzebują niczego, ale my odnosimy z tego korzyść. Nie powinniśmy myśleć o tym, czy są one zadowolone z naszych darów. To czy będzie z tego jakiś rezultat nie zależy od innych, lecz od nas samych - od tego jak bardzo jesteśmy otwarci. Jeśli nie będziemy oczekiwać żadnej zapłaty, to będzie to prawdziwy dar. Wszystko co zrobimy będzie wtedy szczodrością, nawet nauczanie. Jeśli ktoś nie będzie wiedział w którą stronę ma się udać, a wskażemy mu właściwą drogę, to będzie to szczodrość. Jeśli nauczyciel w szkole nie będzie myślał o wysokości swojej pensji, a podzieli się swą wiedzą z uczniami, to będzie to szczodrość. W przeciwnym razie myślimy tylko o sobie i oczekujemy zapłaty. Nie różni się to niczym od biznesu. Gdy robimy coś jako obowiązek, to traci to na znaczeniu. W religii wszystko jest kontrolowane przez umysł i sprowadzane na właściwą ścieżkę. Istnieje wiele metod, aby tego dokonać. Możemy na przykład dzielić się wszystkim co mamy - książkami, obrazami, wiedzą itp. Możemy też praktykować czo. Praktyka czo nie polega jedynie na śpiewaniu melodii. Ofiarujemy tutaj krew, ciało i kości - nasze życie.5 Dajemy to wszystkim, którzy tego potrzebują. Robimy tak tylko dlatego, gdyż wszystkie czujące istoty, a zwłaszcza ludzie, mają bardzo silny związek i przywiązanie do swego własnego ciała. Chcemy podzielić się wszystkim co mamy. Jeśli nie myślimy w ten sposób, a tylko śpiewamy melodię, to nie różni się to niczym od zwykłego śpiewania. To nie jest prawdziwe znaczenie czo. Praktykę czo robimy po to, by wyeliminować pożądanie. Stopniowo uczymy się oddawać ciało komukolwiek - duchom, demonom i wszystkim potrzebującym. Dzielimy się bez odpłaty i oczekiwań. W ten sposób praktykujemy szczodrość.
Drugą paramitą jest dyscyplina moralna. Ogólnie istnieją cztery kategorie (klasy) dyscypliny moralnej, których nauczał pan budda. Pierwsze dwie przeznaczone są dla ludzi świeckich i powinno się je przestrzegać. Kolejne dwie są głównie dla osób, które porzucają życie świeckie i przyjmują celibat. Budda powiedział, że ten kto nie przestrzega dwóch pierwszych praw, nie jest jego uczniem. Te dwa pierwsze prawa to cztery korzenie i cztery gałęzie (wszystkich razem jest osiem).
Cztery korzenie to:
(1) nie zabijanie,
(2) nie kradnięcie,
(3) nie mówienie kłamstw,
(4) wstrzymanie się od niewłaściwego zachowania seksualnego.
PYTANIE: A picie alkoholu?
ODPOWIEDŹ: Tylko te cztery, abstynencja nie. Możecie pić, byle nie za dużo. Nie przywiązujemy do tego wagi. Mnisi nie mogą pić, lecz wy możecie. Nie ma przeciwwskazań.
Następnie mamy cztery gałęzie:
(1) nie picie alkoholu,
(2) nie jedzenie mięsa,
(3) nie jedzenie czosnku,
(4) nie jedzenie po południu.
Osiem praw stworzono z myślą o ludziach świeckich. Musimy spróbować utrzymać chociażby jedno z nich. Natomiast wszystkich ośmiu przestrzegamy przynajmniej cztery razy w miesiącu. W naszej tradycji te cztery dni miesiąca według kalendarza tybetańskiego i czasu lunarnego to: 8, 15, 22 i 30. Jeśli potrafimy utrzymujemy osiem ślubowań przez całe życie, codziennie. Jeżeli jest to niemożliwe, próbujemy je utrzymać przynajmniej przez cztery lub dwa dni w miesiącu. Minimum to jeden dzień. Do dni w których powinniśmy utrzymywać te ślubowania zaliczamy również szczególne okazje, takie jak narodziny buddy, dzień śmierci buddy albo jakieś dni na modlitwy. Najważniejsze to utrzymywać jakiekolwiek z tych ośmiu ślubowań podczas całego życia. Natomiast mentalnie powinniśmy utrzymywać tak dużo jak jest to możliwe. To czy nam się to uda, zależy od indywidualnych predyspozycji. Tak, czy inaczej cztery korzenie i cztery gałęzie to podstawa, którą powinniśmy utrzymywać. Jeśli przestrzegamy którejś z tych moralnych dyscyplin, stajemy się prawowitymi uczniami buddy. Musimy pamiętać o podstawie. W przeciwnym razie uznajemy siebie za zaawansowanych praktykujących, ale nie patrzymy pod nogi. Jeśli spoglądamy wysoko w górę i fruwamy w obłokach nie patrząc gdzie stawiamy kroki, to nie jesteśmy prawdziwymi uczniami buddy, a jedynie ciągle udajemy dzogczenpę. W przypadku tego rodzaju dzogczenpy nie jest pewne co praktykuje i w jaki sposób.
Trzecią paramitą jest cierpliwość. Często zdarza się, że ktoś mówi nam niemiłe rzeczy lub nawet nas bije. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? Możemy jedynie być świadomi tego, że jesteśmy praktykującymi religię i spróbować być cierpliwi. Gdy ludzie mówią na nas złe rzeczy i nas wyzywają, musimy pomyśleć, że jesteśmy praktykującymi, a inni nimi nie są - wszystko im jedno, a nam nie. Komuś takiemu musimy powiedzieć z wdzięcznością: "Dziękuję ci, jesteś moim mistrzem cierpliwości".
Czwartą paramitą jest determinacja. To czy nasza determinacja będzie właściwa czy nie, zależy jedynie od przedmiotu na którym się skupiamy. Jeśli ktoś pracuje bardzo ciężko dniem i nocą przez 24 godziny na dobę, to nie jest to determinacja w odniesieniu do religijnej ścieżki. Najpierw musimy sobie uświadomić co jest korzystne dla innych ludzi i dla naszej praktyki nauk buddy. Gdy już to wiemy, powinniśmy bez żalu zdeterminować się tak bardzo jak jest to możliwe i wtedy praktykować. To jest prawdziwa determinacja. Jest to najwyższa determinacja, czwarta z dziesięciu paramit.
Piątą jest kontemplacja. Kontemplacja nie polega jedynie na samej koncentracji. Najpierw musimy posiadać wyraźną znajomość nauk buddy (sutry, tantry lub dzogczen), a następnie możemy koncentrować się na tych naukach i utrzymywać to nieprzerwanie tak długo jak to możliwe. Tak wygląda kontemplacja według jednej z dziesięciu paramit. Zwykła kontemplacja nie ma zbyt wiele wspólnego z naukami buddy. Istnieje wiele innych znaczeń medytacji, jak na przykład w hinduizmie. Każda z niebuddyjskich religii posiada jakąś medytację. Nie można ich jednak zaliczyć do nauk buddy. Są one oczywiście medytacjami, ale nie można powiedzieć, że są to medytacje nauk buddy. Medytacja w innych religiach jest inna od medytacji buddyjskiej. Same nauki buddy zawierają wiele różnych form medytacji (stosownie do sutry, tantry i dzogczen). Najpierw musimy wiedzieć wyraźnie jaką ścieżką chcemy podążać, a później możemy praktykować. Jest to bardziej użyteczne i przynosi jakiś rezultat. Samo przebywanie w cichych miejscach i odpoczywanie, to tylko rodzaj własnego sposobu na odpoczynek, a nie prawdziwa medytacja.
Szóstą z dziesięciu paramit jest moc. Gdy praktykujemy którąś ze ścieżek, na przykład sutrę, to jest tam wiele podziałów, wiele nauk i wymagań. Często myślimy, że nie możemy temu podołać, a nasz umysł jest zbyt słaby. Zastanawiamy się wtedy: "Czy powinienem to robić?", "Po co właściwie mam to robić?" albo "Dlaczego nie daję sobie z tym rady?". Aby móc zwalczyć te słabości i zniechęcenie potrzebujemy mocy. Musimy użyć należytej siły. Tak wygląda szósta paramita - moc.
Siódmą jest współczucie. Wystarczająco długo mówiłem o tym wczoraj.
Ósmą jest modlitwa. Ma ona podobne znaczenie co bodhiczitta. Bodhiczitta posiada dwa aspekty. Jednym z nich jest modlitwa, a drugim praktyka. Bodhiczitta modlitwy to pragnienie osiągnięcia stanu buddy dla wyzwolenia wszystkich czujących istot z cierpienia, ograniczające się jedynie do modlitwy. Natomiast bodhiczitta praktyczna to praktykowanie szczodrości, moralnej dyscypliny, cierpliwości, determinacji, medytacji itd. Wszystko co robimy powinno być nastawione na osiągnięcie stanu buddy dla dobra wszystkich czujących istot. Myślimy o tym przez cały czas. Tak wygląda prawdziwa praktyka bodhiczitty. Oba te rodzaje bodhiczitty są zawarte w ósmej z dziesięciu paramit, którą jest modlitwa.
Dziewiątą jest metoda. Nazywa się ją metodą, lecz oznacza dedykację. Wszystkie działania związane z ciałem, mową i umysłem, integrujemy z religijną ścieżką, a dzięki temu odnosimy dużą korzyść i zasługę. Tej zasługi nie zostawiamy jedynie dla siebie, lecz pragniemy się nią podzielić z istotami czującymi. Dzielimy się całą zasługą, którą zdobyliśmy dzięki praktyce. To powinno być jasne. Dość często jest to praktykowane, powinniśmy więc wiedzieć jasno co robimy.
Dziesiąta paramita to mądrość. Według sutry i tantry jest to mądrość znająca pustkę, a według dzogczen (rdzogs chen) jest to mądrość znająca pogląd dzogczen. To wszystko nazywamy mądrością. W tej czy innej postaci, jest to dziesiąta paramita.
Wszystkie dziesięć paramit praktykujemy po to, aby położyć podstawy dla osiągnięcia stanu buddy. Często mówimy o stanie buddy, ale aby go osiągnąć musimy mieć przyczynę. Jeśli skupimy się na którejś z tych paramit, będzie to pomocne. Jednak aby osiągnąć stan buddy musimy praktykować je wszystkie. Jest to kompletna przyczyna oświecenia. Nawet jeżeli jesteśmy praktykującymi dzogczen, powinniśmy praktykować wszystkie dziesięć. Możemy je praktykować razem lub osobno. W każdym razie powinno to być bardziej szczegółowo przestudiowane.
Wielu ludzi narzeka na moje nauki i mówi: "Dzogczen nie potrzebuje wielu praktyk, sama medytacja wystarczy. Mówisz żeby zrobić to lub tamto, nie jesteś mistrzem dzogczen". To może być prawda, lecz ja podążam za naukami, za tekstem.
Dziesięć paramit i dzogczen
Ogólnie wszystkie paramity dotyczą praktyk wstępnych. Kiedy wchodzimy w jakikolwiek rodzaj praktyki i jakikolwiek rodzaj buddyjskiej religii, musimy spróbować połączyć nasz umysł z praktyką dziesięciu paramit. Związek Garuda jest zwłaszcza wspólnotą dzogczen. Myślę, że dobrze będzie wyjaśnić w jaki sposób praktykować dziesięć paramit i integrować z nimi dzogczen. Jeśli nie chcecie za bardzo wnikać w dzogczen, nie mam zamiaru naciskać i zmuszać, Garuda nie jest stworzona jedynie dla praktykujących dzogczen. W każdym razie cokolwiek praktykujecie, musicie stosować dziesięć paramit.
Określenie dzogczen (rdzogs chen) składa się z dwóch wyrazów - 'dzog' (rdzogs) i 'czen' (chen). 'Dzog' jest słowem bardzo dziwnym. Z jednej strony oznacza 'zupełnie spełniony', a z drugiej 'doskonały'.6 Mamy więc to jedno słowo i dwa zupełnie przeciwstawne znaczenia. Dlatego też powinniśmy zrozumieć kontekst (to co chcemy tym słowem wyrazić). Jest to bardzo ważne. W przeciwnym razie to słowo jest tylko wyrazem o dwóch zupełnie przeciwstawnych znaczeniach i niczym więcej. Jeśli nie rozumiemy kontekstu, jak możemy później wiedzieć o które z tych znaczeń chodzi.
W sutrze prakykujemy gromadzenie mądrości i zalet. Jeśli nie praktykuje się obu tych nagromadzeń na równi, praktyka będzie podobna do ptaka, który stracił skrzydło. Aby ptak mógł latać, musi posiadać dwa skrzydła. Podobnie jest w tantrze. Tam również praktykujemy dwie ścieżki - prawdę absolutną i prawdę relatywną. W sutrze i tantrze muszą być obecne dwa elementy praktykowane na równi. To samo dotyczy paramit. Natomiast w dzogczen nie rozpoznaje się dwóch prawd. Nie ma tam prawdy absolutnej i nie ma prawdy relatywnej. Nie ma rozpoznania jakichś dwóch prawd, a jedynie jednej pojedynczej prawdy - prawdy absolutnej. Jest to nazywane pojedynczym punktem.
Jeśli słucha się nauk dzogczen przez jakiś krótki czas, trudno jest dotrzeć do ich kompletnego znaczenia. Myślę, że ogólnie dla praktykujących ważne jest przetłumaczenie na ojczysty język prawdziwych esencjonalnych tekstów. Mistrz przyjeżdża do was na parę dni, weekendów, godzin i pozostaje mu jedynie czas na wyjaśnienie jakiejś części. Jęsli będziemy podążać taką drogą nie studiując niczego samemu, to nie poznamy w pełni nauk dzogczen. Byłoby to wtedy bardzo trudne. Chyba, że posiadamy doskonały umysł albo jesteśmy przejrzyści jak światło słońca. Byłby to szczególny przypadek do którego się tutaj nie odnoszę.
Wielu tybetańskich nauczycieli mówi: "W dzogczen nie trzeba nic studiować, wystarczy medytować". Ale my, mnisi bonpo nie jesteśmy wystarczająco zdolni. Dlatego nasi uczniowie, włączając w to mnie, mają program studiowania dzogczen przez trzy lata. Mimo to nadal jest to za mało. Nie rozwijamy się wystarczająco w ciągu tych trzech lat i nadal dużo nauki pozostaje w tyle za nami - jesteśmy bardzo nieświadomi. Dlatego też próba przetłumaczenia tekstów jest bardzo ważna. Ważne również, aby taka książka mówiła coś o dzogczen.
Dotyczy to jedynie drugorzędnych przyczyn - wyjaśnienia znaczenia po części. Aby jednak coś faktycznie osiągnąć musimy praktykować w kompletnych sesjach. A więc najpierw studiujemy, a później praktykujemy i oczekujemy na rezultat. Nie chodzi tylko o to aby praktykować w przeznaczonym na to czasie - o integrowanie się z czymś częściowo. Może jest to korzystne, ale nie jest to ostateczny rezultat.
Jeśli zajrzymy do tekstu, zobaczymy, że nauki dzogczen nie są normalnymi naukami. Dość często się zdarza, że trudno jest je zrozumieć i wydaje się, że jest w nich zbyt wiele sprzeczności. Teksty dzogczen w jednym miejscu mówią "nie medytuj", a zaraz potem "medytuj". Esencjonalne nauki zawsze mówią coś w ten sposób. Jeśli przeczytamy tekst dzogczen nie posiadając żadnego większego doświadczenia, zdaje nam się, że jest on pełen sprzeczności. Tak naprawdę jednak nie ma w tym żadnych sprzeczności. Ten pogląd był nauczany przez dharmakaję i jest to czysta nauka.
Teksty dzogczen mówią na przykład w prosty sposób "nie medytuj". Oznacza to, że pogląd dzogczen jest całkiem poza świadomością. Przejrzystość i pusta natura występują jedynie w zjednoczeniu. Taki jest naturalny stan - znajduje się całkowicie poza mówieniem i myśleniem. A więc "nie medytuj używając świadomości". Jeśli natomiast tekst mówi "medytuj", to ma na myśli, abyśmy się nie rozpraszali. Wtedy jedyne co robimy to zostawiamy to takim jakie jest. Jest to pełne znaczenia.
Jeśli nie studiujemy, ta sprzeczność jest tylko sprzecznością. To co chciałem powiedzieć to, że kiedy urzeczywistniamy pogląd dzogczen, wciąż jest wiele do poznania. Nie wystarczy wpatrywać się w literę A. Dość wielu mistrzów naucza praktyki szine (zhi gnas) i mowi żeby wpatrywać się w A. Zauważyłem, że tybetańska litera A jest bardzo popularna. Po praktyce z literą A, mistrz mówi nam "spójrz teraz do swego umysłu". Patrzymy do naszego umysłu i szukamy kolorów, formy, źródła. Mistrz będzie nas wypytywał, a my odpowiemy: "Nie ma koloru, formy, źródła. Niczego nie można zobaczyć". Wtedy on powie: "W porządku. Teraz idź praktykować". Więc praktykujemy i urzeczywistniamy naturę umysłu. Jeśli nam się to uda, to według głównego mistrza szkoły gelugpa (dge lugs pa), Tsonkhapy (tsong kha pa), będzie w tym dużo sprzeczności. Miał on wiele problemów ze sprzecznościami w naukach dzogczen. Gelugpowie mówią w ten sposób: "Nie jest to wysoki pogląd, nawet pastuch patrząc do umysłu może zobaczyć, czy ma on kolor i formę. Nawet pastuch może powiedzieć: "umysł nie ma koloru, formy, rozmiaru". To nie jest wysoki pogląd. Jeżeli mówisz w ten sposób, to co później myślisz?". Teraz nie mamy zbyt wiele do powiedzenia na ten temat.
Jedno jest pewne, praktykujący dzogczen musi praktykować dziesięć paramit. Tak samo jest w sutrze i tantrze. To w jaki sposób integrujemy pogląd dzogczen i dziesięć paramit odnosi się jedynie do pojedynczego punktu, jednego poglądu - jest nim zjednoczenie. Mówiąc o zjednoczeniu mamy na myśli nierozdzielność pustki i przejrzystości. Ta nierozdzielność jest naturą umysłu, dziesięć paramit istnieje w niej spontanicznie. Jeśli chcemy praktykować dzogczen, musimy najpierw wyraźnie urzeczywistnić ten pogląd. Wszystkie dziesięć paramit jest już w nim obecne.
Wiele metod dzogczen wydaje się być prostymi, ale to czy takie są faktycznie, zależy od indywidualnych zdolności praktykujących. Metody dzogczen wyglądają prosto, lecz aby móc się nimi posłużyć, musimy wiedzieć jak praktykować i integrować z nimi dziesięć paramit. W Tybecie używamy słowa lhundrub (lhun grub), co oznacza "spontanicznie istniejący", "spontanicznie doskonały" - doskonały tak jak mleko, które zawiera w sobie masło. To jak dużo otrzymamy masła zależy od objętości mleka. Jeśli patrzymy na mleko, nie widzimy w nim masła. Aby otrzymać masło musimy ubić mleko. Nie ma wątpliwości, że je otrzymamy. W ten sam sposób, jeśli praktykujemy dzogczen, nie ma wątpliwości, że pojawi się rezultat. Jest tak dlatego, gdyż w poglądzie dzogczen dziesięć paramit istnieje spontanicznie.
Mimo wszystko nadal to nie wystarcza. Aby osiągnąć jakiś rezultat musimy studiować w jaki sposób stać się doskonałymi. W poglądzie dzogczen w prosty sposób mówi się o pustce, przejrzystości i zjednoczeniu. Ale musimy pamiętać, że trzeba to udoskonalić wszystkimi dziesięcioma paramitami. Musimy znać i trenować wszystkie paramity. Bez ich znajomości nie pójdzie łatwo, ponieważ natura dzogczen jest wspólna wszystkim czującym istotom. Wszędzie gdzie jest świadomość, tam jest i natura. Ta natura jest zwana poglądem dzogczen, ale to czy jest to rzeczywisty pogląd dzogczen zależy tylko od urzeczywistnienia. Jeśli nie znamy tego poglądu i nie znamy dziesięciu paramit, to mimo że dzogczen jest z nami, nie pomoże to w niczym. Jeżeli wraz z dzogczen udamy się do piekieł, to mimo wszystko będziemy tam cierpieć. Dzogczen wciąż tam jest, ale nie pomaga to w niczym. Jeśli tekst mówi: "Nie ma miejsca w którym nie byłoby dharmakaji. Dzogczen znajduje się wszędzie - w każdej z sześciu sfer egzystencji", to w niczym nam to nie pomaga. Dopóki nie będziemy praktykować i nie urzeczywistnimy poglądu, dzogczen nie pomoże nam w niczym.
Tyle mam do powiedzenia na temat dziesięciu paramit i tego w jaki sposób się doskonalić. Teraz powróćmy do bodhiczitty. Jeśli praktykujemy bodhiczittę, to w każdym naszym działaniu postępujemy za naukami buddy. Od samego początku powinniśmy wiedzieć dlaczego praktykujemy. Praktykujemy dlatego, gdyż wszystkie czujące istoty cierpią i chcą się uwolnić. Pragniemy jak najszybciej osiągnąć stan buddy. Raz za razem sprowadzamy naszą intencję na tę właśnie drogę. Aby osiągnąć stan buddy nie wystarczy siedzieć wygodnie w kącie. Jeśli będziemy robić w ten sposób, stan buddy się nie pojawi. Potrzebujemy przyczyny. Musimy zintegrować praktykę z naszym ciałem, mową i umysłem. Wszystko sprowadzamy na ścieżkę nauk buddy. Wszystko co robimy - recytacje mantr, modlitwy, pokłony, mudry, wizualizacje, guru jogę, bodhiczittę, schronienie - ma na celu oczyszczenie nas samych i osiągnięcie stanu buddy. Robimy to po to, by uwolnić wszystkie czujące istoty, które były naszymi matkami. Ta intencja nazywa się bodhiczittą.
Ślubowania bodhiczitty
Aby móc praktykować bodhiczittę, musimy złożyć ślubowanie. Prawdziwa bodhiczitta zawiera trzysta ślubowań. Może ich być również dwadzieścia siedem lub tylko osiem. Istnieje wiele kategorii ślubowań bodhiczitty, ale główną rzeczą jest Obietnica Nieutracenia Bodhiczitty. Jest to podstawa. Drugim krokiem są cztery ślubowania bodhiczitty. Pierwsze ślubowanie to przeciwieństwo tego, czego naucza mniejsza ścieżka. Ślubowanie to mówi, że nie możemy polegać na naszym przyjacielu z hinajany - intencji (czyli przeciwieństwie bodhiczitty). W bodhiczicie myślimy o wyzwolnieniu wszystkich czujących istot, a w hinajanie o wyzwoleniu siebie samego - te dwa podejścia są przeciwstawne. Czasami zdarza się, że myślimy, iż uwolnienie wszystkich czujących istot jest niemożliwe i lepiej samemu się wyzwolić. Jeśli tak pomyślimy, w łatwy sposób utracimy ślubowanie. W praktyce bodhiczitty nie chodzi o to, aby bezpośrednio uwolnić istoty z cierpienia, ale o to, aby jak najdłużej utrzymywać tą intencję. Przynosi to dużą korzyść. Drugim ślubowaniem jest powstrzymanie się od sprawiania kłopotów innym. Zawsze powinniśmy być ostrożni, by nie stwarzać problemów. Trzecie ślubowanie mówi, aby cztery razy dziennie przypominać sobie o bodhiczicie. Czwarte ślubowanie to praktyka dziesięciu paramit. Najlepiej jeśli praktykujemy wszystkie paramity, ale jeśli nas na to nie stać, to praktykujemy przynajmniej kilka.
Drugą ważną rzeczą w praktyce bodhiczitty jest utrzymywanie ślubowań. Przypomnę gdzie składać ślubowania. Składamy je w dziesięciu kierunkach, w których przebywają wszystkie jidamy, buddowie, bodhisattwowie, siddhowie i dakinie. Podążamy za ich intencją, co oznacza, że prowadzimy niezliczone czujące istoty do stanu buddy. By urzeczywistnić ten zamiar praktykujemy naszym ciałem, mową i umysłem - wszystkie nasze działania są zintegrowane z naukami buddy. Modlimy się, aby uwolnić wszystkie istoty czujące z niższych wymiarów samsary i aby znalazły się w szczęśliwych i błogosławionych sferach egzystencji.
Postępujemy za naukami buddy i pragniemy uwolnić wszystkie istoty czujące. Modlimy się aby wszystkie istoty z niższych sfer egzystencji wyzwoliły się i znalazły w błogosławionych wymiarach. Modlimy się o nasze własne wyzwolenie oraz abyśmy odnaleźli wielką doskonałość i wysoką mahajanę, i uwolnili się od hinajany. Modlimy się również aby wszystkie czujące istoty znalazły wyzwolenie na ścieżce buddy i ją urzeczywistniły. Modlimy się o wyzwolenie wszystkich czujących istot, które są nieświadome i uwiązane w samsarę i cierpienie. Będziemy się modlić w tym i przyszłych żywotach, abyśmy zawsze służyli i pomagali wszystkim czującym istotom i wyzwolili je z cierpienia. W tej praktyce podążamy za naukami buddy Tonpy Szenraba (ston pa gshen rab), jak i różnych form buddów, oraz za ich praktyką. Postępujemy za tym i bierzemy przykład.
Tak wyglądają modlitwy.